Wrzesień 1939

O Pilicy » Militaria » Wrzesień 1939

We wrześniu 1939 r. Pilica znalazła się pomiędzy dwoma kierunkami niemieckiego natarcia . Na północy walki przesuwały się wzdłuż drogi Żarki-Kroczyce-Szczekociny a na południu po osi Trzebinia-Kraków. Pomiędzy tymi kierunkami sporadycznie przemieszczają się niemieckie oddziały zwiadowcze i wycofujące się jednostki polskie.

W godzinach przedpołudniowych, dnia 31 sierpnia, niespodziewanie rozległ się dźwięk syreny fabrycznej, do której po chwili, dołączyły kościelne i przeciwpożarowe dzwony. W całym miasteczku wszczął się ruch, ten sygnał, oznaczał bowiem powszechną mobilizację. Wszyscy mężczyźni, zdolni do noszenia broni, których dotąd nie zmobilizowano, zdążali w kierunku rynku, gdzie był wyznaczony punkt zborny. Tam, po krótkiej chwili, w pośpiechu uformowani w czwórki, wyruszyli do fabryki „Sławniów”, odległej o dwa kilometry. Maszerujący oddział kilkudziesięciu mężczyzn, otaczał tłum odprowadzających; rodziny, dzieci, znajomi; przekazywano sobie ostatnie wskazówki i rady. Trwało to do czasu, aż kolumna zbliżyła się do fabrycznej bramy. Tu, stało kilku żołnierzy i za bramę niezmobilizowanych już nie wpuszczano. Po zbiórce i odprawie, wsiadali do przygotowanych samochodów i odjeżdżali do swoich jednostek. [Wspomnienia Mieczysława Rysieckiego.©.SR]

1 września

Około godziny piątej nad Pilicą przeleciało nisko sześć penetrujących teren samolotów,które wkrótce zawróciły na zachód. Był to pierwszy zwiastun nadciągającej wojny.

W Pilicy, a potem w rodzinnej wsi, powtarzano o niesłychanym wypadku, a mianowicie o tym, że samolot niemiecki o świcie ostrzelał z karabinu maszynowego, orzącego w polu rolnika we wsi Sławniów, koło Pilicy. Koń został zabity, a chłop ranny, na szczęście nie ciężko. Dyskusji i komentarzy na ten temat było, co niemiara. Przy każdej okazji przypominano ten fakt, pytając, co zawinił chłop, orzący swoją rolę, niewiedzący nawet nic o wojnie. Był to pierwszy tego rodzaju wypadek. o którym wieść szła szybko, podawana z ust do ust. Oburzenie było wielkie, ale i strach niemały. Zwracano uwagę, ze przed nadlatującym samolotem należy się kryć pod drzewami, w trawie, w zbożu, w rowach, bruzdach itp. Wypadek ten zmobilizował ludzi do nieufności, ostrożności i rozważnego działania przy spotkaniu z wrogiem. [Stefan Brożek. Wspomnienia...]

Dnia 1 września, około godziny 5-tej rano, zbudził mieszkańców Pilicy ogłuszający ryk silników. Wyrwani z łóżek, ujrzeliśmy przelatujące nad głowami samoloty. Leciały bardzo nisko, a kolejne, wyłaniały się z za wzgórz i obniżając lot nad miasteczkiem, porażały nas hukiem swoich silników i czarnymi krzyżami na skrzydłach,. Leciały tak, jakby ich piloci chcieli zajrzeć w okna naszych domostw. Nie pamiętam dokładnie ich liczby, mogło ich być pięć, sześć, siedem sztuk, raczej nie więcej. Pół godziny po ich przelocie, dotarła do nas wiadomość, że z jednego z przelatujących samolotów, zastrzelono konia rolnikowi, który wyjechał na pole w okolicach Sławniowa.... Jakoś szybko, utrwalił się wśród wszystkich pogląd, że samoloty niemieckie, które lecą od granicy, na wschód, są groźne i należy się przed nimi chować i kryć. Natomiast te, które wracały w kierunku Niemiec, na zachód, już takimi nie są, bo zrzuciły już swój śmiercionośny ładunek. Tak było i wtedy, kiedy ujrzeliśmy kilka trójek niemieckich samolotów, zmierzających do Niemiec. Leciały bardzo wysoko. W pewnej chwili, jeden z przelatujących samolotów, jakby zwolnił, a potem szybko dopędził swoją trójkę. W tym samym momencie, usłyszeliśmy narastający, przerażający świst, a po chwili nastąpiła detonacja. My młodzi, mimo kategorycznego zakazu rodziców, pobiegliśmy na miejsce, gdzie wybuchła bomba. Spadła ona niedaleko mostku, na kanale rzeki Pilica, pomiędzy dwa budynki. Zrobiła lej na głębokość około dwóch metrów. Kilka metrów od tego leja, siedziało dziecko, pamiętam, miało szeroko otwarte usta i ogromne, wystraszone oczy. W obu domach, nie było ani jednej całej szyby w oknach, a z dachów zmiotło większość dachówek. Po chwili z jednego z tych domów, wybiegła kobieta. Odłamki szkła poraniły jej twarz i ręce, z których płynęła krew. Biegła płacząc i wołając:, „ Felek, moje dziecko!”, porwała malca w ramiona. Po kilku minutach, na miejsce wybuchu przybyła policja i rozpędziła zebrany tłum, ostrzegając, że takie zbiegowisko może prowokować do dalszych bombardowań. Fakt zrzucenia bomby, wzmógł akcję przygotowującą do obrony przeciwlotniczej. Kopano rowy i schrony przy domach, oraz klejono szyby w oknach paskami z papieru. [Wspomnienia Mieczysława Rysieckiego.©.SR]

 

Wpis z 1 wrzesnia 1939 w kronice Szkoły w Wierbce

2 września

Od strony Zawiercia ciągnęła fala uciekinierów. Droga była tak zatłoczona kolumną samochodów,wozów konnych i piechurów,że autobus jadący z Ogrodzieńca potrzebował 9 godzin na przebycie kilkunastokilometrowej trasy. W nocy z 2 na 3 września przez Pilicę przejechały tabory polskich jednostek wojskowych. Były to grupy żołnierzy II batalionu 74pp 7DP. Macierzysta jednostka walczyła w okolicach Janowa i Złotego Potoku. Pod podczęstochowską Wrzosową osłaniający jednostkę II batalion został rozproszony a jego część żołnierzy ruszyła na południe. Po dotarciu do Pilicy oddział ruszył najpierw w kierunku Złożeńca a potem zawrócił i poszedł na Wolbrom.

Nocą, z 2 na 3 września, przejechało przez Pilicę, kilkadziesiąt wojskowych wozów taborowych i szwadron kawalerii. Żołnierze, na pytanie, czy się wycofują, odpowiadali, że nie, a jedynie przegrupowują tabory. Drogi tak były zatarasowane wojskiem i uciekinierami, że trudno się było przecisnąć na drugą stronę szosy. [Wspomnienia Mieczysława Rysieckiego.©.SR]

3 września

Od strony Pradeł nadszedł jakiś niezidentyfikowany oddział wojska polskiego, który na poboczach drogi miedzy Pradłami a Sierbowicami natknął się na miny założone przez dywersantów. Ewakuowane zostały urzędy, poczta, sąd, notariat i posterunek Policji Państwowej. Samoloty niemieckie zrzuciły dwie bomby na Zarzeczu.Od tego dnia Pilica znalazła się na frontowych tyłach.

3 września Wieczorem, do naszego domu przyszło kilku sąsiadów; jeden z nich był świadkiem, jak przed chwilą administracja, policjanci i pocztowcy opuścili Pilicę, a razem z nimi, spora grupa mężczyzn. [Wspomnienia Mieczysława Rysieckiego.©.SR]

4 września

Około godziny 14 wjechał do Pilicy pierwszy patrol niemiecki a wieczorem pojawił się oddział z 68 DP idącej na Żarnowiec. Żołnierze zakwaterowali w szkole,w drożdżowni oraz w klasztorze oo reformatów.

Po prawie nieprzespanej nocy, 4-go września, około godziny piętnastej, zajrzałem na rynek. Podszedłem do grupy ludzi, którzy stali na rogatce rynku przy ulicy Krakowskiej, obok apteki. Stało tam między cywilami pięciu żołnierzy, jeden z nich był ranny. I jemu właśnie zmieniał opatrunek, nasz burmistrz i farmaceuta, p. Edward Kwapisz Żołnierze przyjechali na dwóch motorach, w tym jeden z przyczepą. Rozmawiali z naszym burmistrzem, na temat ostatnich wiadomości, które przyniósł sołtys z Giebła. Upierał się, że widział duży patrol niemiecki. Po dyskusji uznano, że to niemożliwe, musiał się chyba przewidzieć, a żołnierze zapuściwszy motory wyruszyli w kierunku Wolbromia. W tym samym momencie, z drugiej strony rynku, od strony ulicy Zawierciańskiej, rozległ się warkot motorów i wjechał na rynek duży patrol wojskowy. Skierowaliśmy się w ich stronę, ale to nie było wojsko polskie. Wrogo nastawione karabiny w naszym kierunku i swastyki na hełmach, rozwiały złudzenia. To byli Niemcy! Nie wierzyliśmy własnym oczom, bez jednego strzału i bez walki, patrol niemiecki był już w Pilicy. Ostrożnie i nieśmiało, jakby to nagle nie było już nasze miasto, rozeszliśmy się do domów. Patrol, w ilości około trzydziestu motocyklistów, stu rowerzystów, czterech aut pancernych, czterech dział przeciwpancernych i około trzydziestu kawalerzystów, obsadził drogi z Pilicy do Żarnowca, oraz na wzgórze Św. Piotra…Późną nocą, do Pilicy przybyło dużo zmotoryzowanej piechoty niemieckiej, a za nią czołgi i wozy pancerne. Na końcu jechała artyleria, która skierowała się na wzgórze Św. Piotra. [Wspomnienia Mieczysława Rysieckiego.©.SR]

5 września

5 września w Pilicy stacjonował sztab niemieckiej 27 DP, która wysłała w kierunku Wolbromia oddział rozpoznawczy. Oddział ten stoczył pod Wolbromiem potyczkę z tylną strażą 22 DP.

Powszechną grozę, oburzenie i żal wywołało rozstrzelanie między innymi mgr Edwarda Kwapisza, aptekarza z Pilicy, prezesa Ochotniczych Straży Pożarnych, działacza społecznego, powszechnie szanowanego obywatela. Posądzili go Niemcy, o strzelanie do nich, gdy odpoczywali w jego ogrodzie... Tymczasem okazało się, że żołnierz niemiecki oparł karabin o jabłoń, a otrząsając jabłka, powodował wystrzał. Być może, że Edward Kwapisz był na liście sporządzonej przez V Kolumnę, która jak się potem okazało działała także w Pilicy. [Stefan Brożek.Wspomnienia...]

O świcie, po okopaniu się na wzgórzu, artyleria ta, otworzyła ogień w kierunku lasu Wolbromskiego, a patrol niemiecki wyruszył na Żarnowiec. Za nimi, podążała, przybyła nocą, zmotoryzowana piechota, czołgi, samochody pancerne. Zdziwiło nas, że nawet konie były przewożone samochodami. Nieprzerwany sznur pojazdów, przewijał się przed nami kilka godzin. Najpierw na Żarnowiec, a potem i w kierunku Szczekocin. Koło południa, kiedy ucichła artyleryjska kanonada, wyszedłem z młodszym bratem, Ryśkiem, przed dom, aby lepiej przyjrzeć się jadącym pojazdom.... Naszą rozmowę przerwały ostrzegawcze krzyki żołnierzy z dalszych samochodów. Zaczęli nerwowo zapinać guziki przy mundurach, przyciągać pasy i wyciągać broń pozostawioną w kabinach samochodów. W naszą stronę zbliżało się dwóch wyprostowanych żołnierzy w hełmach na głowach. Przed samochodami, które mijali, żołnierze stawali na baczność i wyciągali rękę do góry z hitlerowskim pozdrowieniem. Nasz rozmówca, nie odwracając się do nas, syknął cicho „odejdźcie, odejdźcie stąd, szybko”. Pospiesznie wycofaliśmy się w kierunku naszych domów. Na hełmach przechodzących oficerów, zauważyliśmy trupie czaszki. Mniej więcej w tym samym czasie, od strony rynku, dobiegł do nas odgłos strzałów karabinowych i kilku serii z broni maszynowej. Wkrótce, po całym miasteczku rozeszła się pantoflową pocztą wieść: Niemcy rozstrzelali naszego burmistrza, byłego komendanta „Strzelca” Edwarda Kwapisza – ponoć za to, że nie oddał posiadanej broni....

...W Zamku, zastrzelono p.Ziembinę. Jak opowiadano, kiedy Niemcy załomotali do zamkniętych drzwi, włożyła klucz do zamka i przekręciła go. Słysząc ten dźwięk, żołnierze otworzyli ogień w kierunku drzwi, zabijając ją na miejscu. W Zarzeczu, zastrzelono p.Barczyka, który nie zatrzymał się, gdy do niego mówili...

Na „naszą”, boczną drogę, zajechało kolejnych kilka samochodów, tym razem wypełnionych niemieckimi żołnierzami. Po chwili, podeszło do nich kilku gestapowców. Po krótkiej rozmowie z oficerami, zarządzono zbiórkę. Część żołnierzy, w pełnym rynsztunku, rozpoczęła obstawiać wokół całe nasze miasteczko. Pozostali, na czele z gestapowcami, zaczęli wchodzić do domów i po chwili wyprowadzali z nich mężczyzn z podniesionymi rękami. Po zebraniu ich w większe grupki, wciąż z podniesionymi rękami, potrącając ich bez przerwy kolbami karabinów, odprowadzali na rynek. Tam, ustawili ich czwórkami i obstawili karabinami maszynowymi. Odczytano im rozkaz niemieckiego dowództwa: „nieznany sprawca strzelił do żołnierza niemieckiego i za to, wszyscy zostaną rozstrzelani”. Rozległa się komenda, karabiny maszynowe zaterkotały i część zakładników padła na ziemię. W tym momencie, podjechał motocyklem jakiś wyższy oficer i oświadczył, że daruje zebranym życie, o ile w pełni podporządkują się niemieckiej administracji i władzom wojskowym. Okazało się, że Niemcy strzelali ślepymi nabojami i tym, którzy padli, to strach podcinał nogi. Zebranym, kazano krzyczeć nazistowskie pozdrowienie: „Heil Hitler”, po czym rozpuszczono ich do domów.  [Wspomnienia Mieczysława Rysieckiego.©.SR]

 

 

6 września

Po oddziałach zmotoryzowanych, przejeżdżała przez Pilicę artyleria. Do armat zaprzęgnięte było, po trzy pary ciężkich koni. [Wspomnienia Mieczysława Rysieckiego.©.SR]

7 września

Z zachowanego dokumentu niemieckiego datowanego "Pilica 7 września 1939" wiadomo,że w Pilicy stacjonował sztab VII Korpusu. Korpus ten [ (27 DP i 68 DP ] rozpoczął wojnę w rezerwie Heeresgruppe Sud a od 2 września w związku z rozejściem się kierunków ataków 10. armii i 14. armii [na Piotrków i na Kraków] wprowadzony został do działań w powstałą lukę idąc po osi Tarnowskie Góry- Siewierz-Zawiercie - Pilica - Miechów

Następnego dnia, 7 września, można było odnieść wrażenie, że główne siły niemieckie, już przeszły przez nasze miasteczko, następowały przerwy między maszerującymi i przejeżdżającymi oddziałami. Nagle, w godzinach przedpołudniowych, zrobił się niespodziewany ruch na drogach. Nieliczne pojazdy niemieckie, w wielkim pośpiechu zaczęły zjeżdżać z dróg i chować się między zabudowaniami. Stacjonująca w miasteczku piechota niemiecka, rozpoczęła czołganie się, w kierunku wschodnim. W kierunku, w którym już sześć dni parła armia niemiecka. Rozpoznawcze samoloty niemieckie, które miały polowe lotnisko na pobliskich łąkach, obok nas, wystartowały. Po drogach, z wielką prędkością przejeżdżały samochody łącznikowe. Jedna, z takich taksówek, jadąca z nadmierną szybkością od Szczekocin, rozbiła się na zakręcie „śmierci”, zginęło trzech wyższych oficerów niemieckich i ich kierowca. Do naszych uszu dochodziły słabe odgłosy strzałów od wioski Kleszczowa, ale Niemcy nacierali dużymi siłami, nie tylko w tym kierunku. Złudzenia nie trwały jednak długo. Wieczorem, Niemcy prowadzili dużą grupę żołnierzy polskich, z podniesionymi do góry rękami. Dołączano do nich wszystkich mężczyzn, napotkanych po drodze. Kolumnę maszerujących jeńców pilnowali Niemcy, trzymając w pogotowiu karabiny z nałożonymi bagnetami. Posuwali się bardzo powoli, ludzie byli przemęczeni. Nasi żołnierze prosili o chleb i już po chwili, ze wszystkich, mijanych przez nich domów, wybiegali mieszkańcy z całymi bochnami chleba. Krojono wielkie pajdy, które żołnierze dzielili jeszcze między siebie. Szyki kolumny się połamały i kilku cywili, korzystając z zamieszania, dyskretnie wydostało się z kolumny, wmieszani w miejscową ludność. Oficerowie niemieccy, którzy jechali za jeńcami, widząc, że nie mogą opanować zamętu, jaki powstał, wydali rozkaz; aby kolumnę sprowadzić z drogi, na poblisk polanę. Tam, po otoczeniu jeńców przez żołnierzy, dopuszczano pojedynczo mieszkańców, przeważnie kobiety i dzieci, z chlebem i kawą zbożową. Nie zdążono jeszcze nakarmić wszystkich spragnionych, a już wydano głośne komendy i kolumna ruszyła w kierunku na Zawiercie. Po przejściu kolumny z jeńcami, na Żarnowiec nie pojechał już żaden oddział niemiecki. Niemcy kierowali się teraz tylko na Szczekociny. [Wspomnienia Mieczysława Rysieckiego.©.SR]

 

Jedyna wrześniowa potyczka na pilickiej ziemi miała miejsce 7 września w okolicach Kleszczowej. Po stronie polskiej wzięli w niej udział żołnierze III batalionu 11 pułku piechoty i I dywizjonu 23 pułku artylerii lekkiej.

I i III bataliony dowodzonego przez płk Henryka Gorgonia 11 pułku piechoty stacjonowały do wybuchu II Wojny Światowej w Tarnowskich Górach.II batalion tego pułku stacjonował w Szczakowej. W chwili wybuchu wojny kadrę III batalionu stanowili mjr Jan Bajtlik i adiutant – ppor. rez. Witold Świderski. W 1939 roku batalion piechoty liczył 24 oficerów, 149 podoficerów, 767 szeregowych a uzbrojony był w dwa moździerze 81,2 mm,9 granatników 46 mm,12 ckm,27 rkm, 9 karabinów ppanc.597 karabinów, 175 karabinków (kbk),150 pistoletów, 43 biedki, 3 taczanki, 4 kuchnie polowe, 25 wozów toborowych, 4 rowery, 23 konie wierzchowe, 66 koni taborowych, 40 koni luzaków.

Kadrę I dywizjon 23 pal stanowili:dowódca - mjr Marian Jan Mazaraki;dowódca 1 baterii - por. rez. Kułakowski (Kułakowicz?);dowódca 2 baterii - kpt. Żmudzki Jan; dowódca 3 baterii - kpt. rez. Marcinkowski. Dywizjonów składał się z pocztu dowódcy, zwiadu i trzech baterii czterodziałowych wyposazonych w armaty 75 mm. Każda z trzech baterii składała się z pocztu dowódcy, zwiadu, drużyny łączności (trzy patrole telefoniczne piesze, jeden patrol telefoniczny konny i sekcja łącznicy telefonicznej polowej ŁP-6),sekcji karabinów maszynowych (dwa lekkie karabiny maszynowe), dwóch plutonów ogniowych (w każdym plutonie dwa działa i 2 jaszcze) oraz drużyny gospodarczej.Pluton łączności dywizjonu składał się z dwóch patroli telefonicznych pieszych, patrolu telefonicznego konnego, dwóch sekcji łącznic telefonicznych polowych typ ŁP-6 oraz dwóch sekcji radio z radiostacjami typu N-2/T.

1 września

III batalion zajął pozycje na zachodnim skraju Tarnowskich Gór. Został on zaatakowany jako pierwszy oddział 11 pp . Na jego przedpole poszedł ostrzał artyleryjski, który zatrzymał Niemców z 68 DP. Najsilniejszy atak nastąpił późnym popołudniem. Siły polskie w Tarnowskich Górach zostały zagrożone okrążeniem od północy gdzie 7 Dywizja Piechoty w rejonie Częstochowy cofała się pod naporem wroga. Na rozkaz gen.Jagmin-Sadowskiego garnizon wycofał się wieczorem przez Nakło i Świerkalniec w rejon Siemoni i Sączowa.

2 września

Na pozycji 11 pp panuje spokój . W wyniku zagrożenia z kierunku Częstochowy zapada jednak decyzja d-cy Armii Kraków o opuszczeniu fortyfikacji śląskich. O godzinie 18 pułk rozpoczyna nocny marsz przez Siemonię, Twardawice, Garbacz, Wojkowice Kościelne i Ujejsce w rejon Ząbkowic Będzińskich. Od strony Zendka i Siewierza idą oddziały nieprzyjaciela. W tym czasie do rejonu Krzeszowice-Trzebinia docierają pierwsze oddziały 22 Dywizji piechoty, które otrzymują rozkaz zorganizowania osłony północnego skrzydła Armii „Kraków” na północ od Olkusza co umożliwi wycofanie 11 pp z wysuniętej pozycji.

3 września

Nad ranem w sztabie Armii „Kraków” zapadła decyzja o odejściu tej jednostki na wschód. 4 września jednostki miały osiągnąć linię Pilica-Wolbrom lub Miechów-Skała-Zabierzów-Skawina-Myślenice. Przewidziana do obrony północnego skrzydła 22 DP stanęła w rejonach:Rabsztyn (2 pułk strzelców podhalańskich);Klucze (5 pułk strzelców podhalańskich) i Bolesław-Bukowno (6 pułk strzelców podhalańskich,którego 1 batalion stanął w rejonie Sławkowa). Dywizja ma utrzymać rejon Olkusz-Wolbrom aż do nadejścia sąsiadujących od południa jednostek i potem wycofać się w kierunku na Skałę i Miechów. Osłonięcie północnego skrzydła przez 22 DP umożliwiło wycofanie 11 pułku piechoty z pozycji. O 9 rano pułk ten zajmuje pozycje na wzgórzu 339 na pn.zach. od Ząbkowic. Tutaj jego dowódca,płk Gorgoń, dostał rozkaz aby w nocy 3/4 września szybkim marszem jednostka dotarła do rejonu Płaza-Alwernia gdzie stały inne oddziały jego macierzystej 23 Dywizji Piechoty. Pułk odszedł w godzinach wieczornych maszerując po zatłoczonych uchodźcami drogach przez Antoniów-las nadleśnictwa Dąbrowa-Strzemieszyce-Grabocin-Maczki Szczakowa. III batalion wraz z innymi oddziałami wycofuje się w godzinach wieczornych trasą Antoniów - Las Nadleśnictwa Dąbrowa - Strzemieszyce - Maczki - Szczakowa.

4 września

22 DP otrzymuje zadanie przejścia w nocy z 4 na 5 września w rejon Skały i zorganizowania tam obrony. Jednostki gen.Jagmin-Sadowskiego (w tym 11pp) mają odskoczyć na zachodnią linię krakowskich fortów i tam bronić się 5 września. Wobec naporu Niemców na północy 22 DP otrzymała rozkaz odejścia dalej na wschód,do rej.Miechów-Słomniki. Jednostki gen.Sadowskiego pod naciskiem niemieckiego VIII Korpusu z opóźnieniem realizują odskok na linii Krzeszowice-Tenczynek -Alwernia mając tylne straże jeszcze w Alwerni i pod Chrzanowem. 11 pułk piechoty o 5 rano dociera do Szczakowej. Tu organizuje odpoczynek połączony ze śniadaniem. Jednostka jest w tym czasie atakowana przez niemieckie lotnictwo. O 6.30 wyrusza batalion forteczny idący przez Chrzanów i o godzinie 13 dociera do Płazy gdzie był już II batalion. O godzinie 7 ruszyła reszta pułku idąc przez Ciężkowice-Góry Luszowskie. Za Luszowicami pułk schodzi do lasu aby przepuścić idącą tą samą trasą 55 DP. Zwiad 11pp wszedł do Chrzanowa gdzie stoczył potyczkę z nieprzyjacielem. Zapada decyzja o ominięciu miasta i pójściu na Trzebinię. Na czele idzie III batalion wraz z I dywizjonem 23 pułku artylerii lekkiej dowodzonym przez kpt. Mazarakiego. Około godziny 11 pułk zostaje zaatakowany przez czołgi 5 DPanc gen.von Viettinghoff und Scheel i idzie w rozsypkę. Niemcy atakują na 4km odcinku od Trzebini do Bolęcina. Część II batalionu wycofuje się do lasu Bereska,część do lasu dulowskiego .Pluton kompanii ppanc tego batalionu organizuje obronę w Pile Kościeleckiej skąd ostrzelał niemieckie czołgi. III batalion i dyon artylerii zostały rozproszone. Około godziny 16 czołgi grupy marszowej 5 dywizji pancernej atakują na południe pd od Bolęcina i z rejonu Pogorzyc i Zagórza. Atakowana jest również Płaza. Dowódca 11 pp obawiając się odcięcia od 23 Dywizji postanawia wycofać się do Alwerni. Skuteczna obrona zatrzymania ataku niemieckiego nastąpiła w Trzebini, okolice linii kolejowej Kraków-Katowice przez I/11pp oraz pluton artylerii z 11pp. Walka III/11pp i I/23pal rozegrała się w Pile Kościeleckiej i okolicy. Atak nieprzyjacielskich czołgów między Trzebinią a Bolęcinem na I dywizjon 23 pal zniszczył od razu część dział. Pod nieprzyjacielskim ogniem starano się ratować obsługi zaprzęgów i wycofać się poszczególnymi działonami wycofać się do lasu dulowskiego. Konie w zaprzęgach zostały jednak wybite, poległo wielu kanonierów. Po ataku niemieckim, wobec niemożliwości dalszego transportu dział usunięto z armat zamki i przyrządy celownicze, które zakopano. 23 Dywizjon przestał istnieć jako pododdział artyleryjski.

W marcu 1938 roku zostałem powołany do odbycia Zasadniczej Służby Wojskowej. Zostałem wcielony do 11 Pułku Piechoty w Tarnowskich Górach i przydzielony do 1 Kampanii CKM. Jesienią 1938r.zostałem przeniesiony do 3 Batalionu,3-ciej kompanii CKM w charakterze celowniczego CKM. Służbę wojskową pełniłem do chwili wybuchu II Wojny Światowej. W dniu wybuchu wojny tzn.1 września 1939r. wraz z jednostką macierzystą tj.3 batalionem piechoty dowodzonym przez mjr.Bojtlik oraz przydzielonym oddziałem artylerii częstochowskiej opuściliśmy Tarnowskie Góry i udaliśmy się w kierunku Krakowa. W okolicach Trzebini doszło do pierwszej walki,jaką nasz batalion stoczył z wojskami niemieckimi (dokładnej daty nie pamiętam).Z dużymi stratami batalion zdołał wyjść z okrążenia i skierował się w kierunku Warszawy. Ze względu na to że w czasie walk w okolicy Trzebini zginął dowódca CKM którego byłem celowniczym,d-ca 3-ciej kompanii CKM kpt.Jachałowski wydał mi rozkaz przejęcia obowiązków d-cy CKM ,pełniąc jednocześnie obowiązki celowniczego.

Po zapadnięciu zmroku 11 pułk wycofuje się i w Młoszowej czeka na III batalion. Zwiadowcy odnaleźli tylko 7 kompanię tego batalionu. Wieczorem główne siły 11 pułku piechoty, nie doczekawszy się reszty III batalionu, poszły przez Dulową i Krzeszowice w kierunku Krakowa. Po zmroku dowódca III batalionu,mjr.Bajtlik, zbierał rozproszone oddziały i po ich uporządkowaniu wycofał się do lasu dulowskiego. Batalion wyszedł na drogę Trzebinia-Krzeszowice gdzie natrafił na jakieś oddziały 11pp i po uzyskaniu informacji i kierunku marszu pułku przez Krzeszowice poszedł na Kraków. Idące śladem 11 pułku III batalion mjr Bajtlika (bez 7 kompanii, która odnalazła pułk) i dywizjon artylerii mjr Mazarakiego, wobec ostrzeliwania drogi przez dywersantów, poszły przez Olkusz. W tym czasie niemiecka 2 Dywizja lekka dochodzi do Szczekocin. Między tą miejscowością a Kluczami powstał blisko 40-kilometrowy pas ziemi niczyjej umożliwiający niemiecki atak od Zawiercia i Pradeł przez Pilicę Wolbrom i Skałę w kierunku Krakowa. Dowództwo niemieckie wprowadza w tą lukę VII Korpus, który działa siłami 27 Dywizji Piechoty i 68 Dywizji Piechoty, tej samej,która atakowała 11pp w Tarnowskich Górach.27 DP dowodzona przez gen. Friedricha Bergmanna osiągnęła w tym dniu w Siewierz i posuwała się w kierunku na Zawiercie-Ogrodzieniec wysyłając odziały zwiadowcze na południe. Według relacji oficera operacyjnego polskiej 22 DP w rejonie Ogrodzieńca doszło do potyczki kompanii kolarzy 22 DP z niemieckim oddziałem rozpoznawczym. Tego dnia wieczorem w miejsce niemieckiej 27DP pojawiły się w Pilicy idące w ślad za nią oddziały 68 DP.

5 września

Rano 22 DP była w marszu do rejonu Miechów-Słomniki i przed południem osiągnęła rejon Miechów-Czaple Wielkie-Wysocice-Bocieniec-Celiny.Tylne straże stoczyły pod Gołczą potyczkę ze szpicą 27 DP. Osłaniająca jednostkę od północy kawaleria dywizyjna stoczyła pod Wolbromiem potyczkę z oddziałem rozpoznawczym tej samej dywizji,która w tym dniu osiągnęła Pilicę i podążała w kierunku na Wolbrom – Miechów. Przypuszczam,że dowódca III batalionu znając określony we wcześniejszych rozkazach kierunek wycofywania się Armii „Kraków” szedł w kierunku Miechowa. Mając jednak odciętą najkrótszą drogę przez Wolbrom poszedł bocznymi drogami bardziej na północ kierując się przez Kąpiele Wielkie na Żarnowiec z zamiarem skręcenia stamtąd w stronę Miechowa i Słomnik. W wyniku nieznanych kolei losu żołnierze III batalionu 11pp i I dywizjonu 23 pal znaleźli się pod Bydlinem gdzie w godzinach popołudniowych stoczyli potyczkę, w której zginął ppor. Franciszek Olszynka. W rejonie Bydlin – Jaroszowiec pochowany był, poległy 7 września 1939 roku,ppor lekarz III batalionu M. Zawadzki skąd po wojnie ekshumowano go na olkuski cmentarz. Okoliczności jego śmierci nie są mi znane. Batalion mógł walczyć pod Bydlinem z jednostką rozpoznawczą niemieckiej 27 Dywizji Piechoty, która w tym dniu,około godz.14 zajęła Pilicę i wysłała patrole na Wolbrom.

Na postoju w miejscowości Bydlinek zostaliśmy nagle zaatakowani przez Niemców i nie podejmując walki wycofaliśmy się szybko do lasu .Od tej pory podejmowaliśmy marsz możliwie w terenie zalesionym w kierunku Warszawy.

Według powyższej relacji była to krótkotrwała potyczka. Według  relacji por. Bogumiła Frankiewicza oddział był spychany na północ z zaplanowanej trasy w wyniku kolejnych potyczek z siłami niemieckimi stoczonych pod Wolbromiem i pod Bydlinem.

„...Już po drodze stoczył oddział potyczkę z liczną grupą dywersantów pod Bydlinem bez własnych strat, lecz zaginął wtedy ze zwiadu dywizjonu, którego dowódcą od Trzebini był por. Frankiewicz, ppor. rez. mgr praw Krzysztof Perkowski i dwóch szeregowych...”

W innych opisach spotkałem się z określeniem „ciężkie walki pod Bydlinem”. Sądzę, że określenia te dotyczą dwóch różnych epizodów - potyczki III Batalionu i walki 22 Dywizji Piechoty,które w różnym okresie natknęły się pod Bydlinem na niemiecki zwiad poruszający się pomiędzy zbieżnymi trasami polskiej 22 DP i sił niemieckich.  Taką wersję zdają się potwierdzać informacje o żołnierzach poległych we wrześniu 1939 roku w Bydlinie i tam pochowanych.Pierwsza z nich  mówi, że na cmentarzu w Bydlinie w zbiorowej mogile pochowani zostali Jan Biruk, Bernard Gruszka, Jan Gybka, Józef Zularz i por.Franciszek Olszynka. Ten ostatni był żołnierzem III batalionu. Druga informacja mówi o trzech poległych, wśród których był oficer Roman Siekoński. W zestawieniach kadry 11 pułku nie natrafiłem na takie nazwisko.  Nie udało mi się jeszcze ustalić czy był  oficerem ktregoś z pułków  22 DP.

Trwał ostrożny marsz oddziału mjr. Bajtlika w terenie zalesionym,pomiędzy maszerującymi jednostkami nieprzyjaciela.

Moja babcia pochodzi z Kąpiel i opowiedziała mi parę zdarzeń z tego okresu. Wiadomości nie będą ścisłe bo babcia była wtedy dzieckiem ...W pierwszym tygodniu września na terenie Kąpiel Wielkich miał się rozbić na postoju oddział Wojska Polskiego, miejsce jego postoju znajdowało się na uboczu w pobliżu leśnej drogi z Kąpiel na Udórz i co za tym idzie Żarnowiec i Miechów. W składzie tego oddziału znajdowali się kawalerzyści oraz działa. Oddział ten został zaatakowany przez piechotę niemiecką oraz, co mnie bardziej dziwi, przez lotnictwo. Jeden z samolotów miał zostać zmuszony do lądowania na terenie wsi na skutek walki powietrznej, ale historia ta może być nieprawdziwa bo w żadnym innym źródle nie spotkałem się z przypadkiem zestrzelenia samolotu w tym miejscu. Lotnictwo miało również ostrzeliwać wiejskie zabudowania. Wracając do polskiego oddziału miał pójść w rozsypkę, spłoszone konie biegały bezwładnie po polach gdzie były wyłapywane przez mieszkańców i odprowadzane do własnych gospodarstw. Tu niestety opowieść babci się urywa. Następnego dnia po bitwie z miejsca obozowania oddziału ludzie przynosili najróżniejsze przedmioty w tym uprzęże końskie i konserwy co może świadczyć o tym że żołnierze opuszczali obóz w pościechu. W późniejszym czasie pojawili się Niemcy i kazali oddawać wojskowe konie i sprzęt. Czy do obrony użyto dział nie wiem ale fakt znalezienia łuski od armaty 75mm może wskazywać na I dywizjon 23 pal. [©.MR]

7 września

Rankiem lub wieczorem poprzedniego dnia żołnierze mjr Bajtlika znaleźli się w Lesie Kleszczowskim, koło Kolonii Podgórze i tu dalszy marsz został zablokowany. Na południu były już oddziały okrążające Kraków a droga Pilica-Żarnowiec była zablokowana przez jednostki najprawdopodobniej pochodzące z 68 DP, która z Ogrodzieńca przez Pilicę szła na Żarnowiec. Mogły to też być inne oddziały VII Korpusu podążające w ślad za czołowymi jednostkami. Niemcy zostali poinformowani o obecności polskiego oddziału. Otoczona w kleszczowskim lesie grupa majora Bajtlika podjęła próbę przebicia się.  Według relacji por.Frankiewicza oddział został niespodziewanie zaatakowany przez dużą zmotoryzowaną jednostkę rozpoznawczą nieprzyjaciela, poprzedzającą wielką kolumnę niemieckich wojsk pancernych. Straż przednią wroga udało się Polakom całkowicie rozbić. Zniszczeniu miała ulec kolumna samochodów a straty niemieckie określane bywają na 200 żołnierzy zabitych i rannych. Liczba ta wydaje się mało wiarygodną. Z relacji świadka tamtych wydarzeń, pana Jana Muchy, obecnie Prezesa Zarządu miejscowego Koła Związku Kombatantów Rzeczypospolitej Polskiej i Byłych Więźniów Politycznych, wynika, że straty niemieckie wyniosły 84 zabitych. Wbrew pozorom przy zaskoczeniu kolumny taborowej przez zdesperowany oddział nie jest to niemożliwe. Informacja w kronice szkoły podstawowej w Wierbce, wpisana przez  ówczesnego kierownika Władysława Kwietnia, mówi o dwudziestu zabitych Niemcach. W źródłach niemieckich wymieniony jest jeden poległy w tym dniu w Udorzu oficer niemiecki - leutenant Horst Herrmann   [ur.14.10.1914r.]

...Gdy nadeszła główna kolumna wojsk nieprzyjacielskich, upłynęło sporo czasu i nasz dywizjon spieszony, w ślad za żołnierzami batalionu piechoty z bronią ręczną, km i rusznicami ppanc., potrafił bardzo szybko przeskoczyć szosę i przedostać się w bezpieczne miejsce. Pozostali w lasku obaj dowódcy: piechoty — mjr Bajtlik, i artylerii — mjr Marian Mazaraki, kilku oficerów, spora liczba szeregowych. Opóźnieni w zamiarach zostali okrążeni przez zorientowanych w sytuacji nadjeżdżających Niemców i wszyscy dostali się do niewoli...

Żołnierze pod dowództwem majora Bajtlika, wyposażeni w 12 ckm i 18 rkm stoczyli kilkugodzinną potyczkę,w której tracąc 18 żołnierzy, zadali Niemcom znaczne straty. 8 września w godzinach porannych walki zostały zakończone. Mjr Bajtlik wraz z grupą  żołnierzy dostał się do niemieckiej niewoli.

Któregoś dnia (daty niestety nie mogę dokładnie określić ale było to mniej więcej w 11 do 15 dni po wybuchu wojny) w godzinach rannych wraz z innymi żołnierzami znajdowaliśmy się w lesie ,gdy usłyszeliśmy odgłosy strzelaniny. Kiedy wyszliśmy na skraj lasu,spostrzegliśmy,że spora część batalionu znajduje się w odległości ok 300m. od lasu. Próbowaliśmy dołączyć do batalionu,lecz ze względu na silny ogień nieprzyjaciela zmuszeni byliśmy wycofać się do lasu. Okazało się,że pozostało nas 17-tu żołnierzy. Szybko okopaliśmy się na skraju lasu,ustawiliśmy 3 posiadane CKM-y i 2 RKM-y, inni zajęli się dostarczaniem amunicji i podjęliśmy walkę. Mimo znacznej przewagi nieprzyjaciela (o czym przekonaliśmy się się później) zdołaliśmy się utrzymać na pozycjach do godzin popołudniowych. Jednak ze względu na brak amunicji,wprowadzenia przez Niemców samolotów oraz właściwe okrążenie,bo również w głębi lasu zostaliśmy zaatakowani,zmuszeni zostaliśmy do poddania się. Doprowadzono nas do obozowiska niemieckiego kazano nam się rozebrać,a właściwie zdarto z nas mundury i w koszulach kazano nam się położyć na ziemi,jeden obok drugiego,czyli mieliśmy być rozstrzelani. Jednak Niemcy nie wykonali tego,bo nadjechał jakiś wyższy oficer niemiecki i kazał nam się ubrać i coś głośno mówił do Niemców,którzy tam byli (języka niemieckiego nie znałem). Po upływie jakiegoś czasu zauważyliśmy jak kilku Niemców przyniosło na płaszczu d-cę batalionu mjr.Bajtlika. Myśleliśmy że jest ranny,ale dowiedzieliśmy się od porucznika który był z nami (był to zdaje się por.Fedyna,ale nie jestem pewien nazwiska-został przydzielony do naszego batalionu z rezerwy),że Niemcy go bardzo zbili. Majora Bajtlika Niemcy wsadzili na wóz taborowy i gdzieś z nim pojechali. Następnie dostarczono nas do stacji kolejowej i wywieziono do Niemiec.

W dniu 8 września, w drugim tygodniu wojny, do naszej wsi wpadli żołnierze wojska polskiego, tyralierą o szerokości około 1, 5 km Byli zmęczeni, spoceni, spragnieni, pijąc duże ilości wody, mleka i zabierając w pośpiechu dawane im owoce i jedzenie. Okazało się, że w tym dniu w godzinach popołudniowych oddział WP w sile ok. jednego batalionu, przebywający od 3 dni w lasach kleszczowskich i udorskich, postanowił przebić się przez szosę Pilica-Żarnowiec, którą ciągle maszerowali Niemcy. Oddział ten składał się z rozbitków jednostek, biorących udział w bitwie pod Pszczyną i pragnął przebić się do lasów w pow. włoszczowskim. Na szosie w Kleszczowie doszło do walki z Niemcami, w której podobno zginęło kilkudziesięciu Niemców i kilkunastu żołnierzy polskich. Niemcy, będący w przewadze liczebnej, rozpoczęli pościg, ale po kilkuset metrach, na wzgórzach pól Wierzbicy I kolonii, przerwali ogień i pogoń. Stąd pośpiech i zmęczenie naszych żołnierzy. Oddział ten, nie mając szans dalszej walki, rozbroił się i rozformował we wsi Ołudza w pow. włoszczowskim. Zabitych żołnierzy polskich, miejscowa ludność pochowała na cmentarzu w Chlinie i w lesie kleszczowskim. Gajowy w tych lasach przez wiele lat w czasie wojny i po wojnie opiekował się tymi grobami.[Wspomnienia Stefana Brożka]

 

Wpis  w kronice Szkoły w Wierbce dotyczący potyczki pod Kleszczową

10 września

Po powrocie do domu, zastałem w naszym ogrodzie, w miejscu zasłoniętym krzewami, trzech mężczyzn. Siedzieli na trawie, nad rozłożoną mapą wojskową i energicznie dyskutowali. Uzgadniali, jak i którędy, najbezpieczniej dostać się do swych domów. Wypytywali mnie o liczbę Niemców w mieście i o to, jak ominąć dyskretnie miasto, żeby niepostrzeżenie wydostać się na polne drogi, prowadzące do Olkusza. Po nakarmieniu ich przez rodziców, zaproponowałem, że ich wyprowadzę poza miasto, a po drodze spytałem, gdzie zostali rozbici. Okazało się, że ładny kawałek od Pilicy, bo w okolicach Ciepielowa, kiedy do Wisły, do której dążyli, mieli zaledwie kilkanaście kilometrów. Po zaciętej walce, zostali okrążenie przez przeważające siły wroga. Poddali się Niemcom, a ci wściekli z powodu dużej liczby swoich poległych, postanowili ich rozstrzelać. Im udało się zbiec, tuż przed egzekucją. Opowiedziałem im, że niedaleko stąd, koło Kleszczowej, też toczyli bój, okrążeni żołnierze polscy. Okazało się, że to był ten sam, ich oddział, i w paru zdaniach zrelacjonowali mi przebieg tej walki... Ukrywali się kilka dni w lasach Kleszczowskich, mając przed sobą zablokowaną drogę z Pilicy do Żarnowca, po której ciągnęły nieprzerwanie kolumny wojsk niemieckich. Musiano ich w końcu zauważyć i zaatakowano od południa, wtedy oni, zamiast się bronić w okrążeniu, zaatakowali na północy, zamykające im drogę kolumny niemieckie. Zaskoczeni Niemcy, ponosząc duże straty w sprzęcie i ludziach, nie wytrzymali impetu szturmu i wycofali się w popłochu. Okrążenie było przerwane. W walce miało zginąć około siedemdziesięciu żołnierzy niemieckich i trzynastu polskich. Po bitwie, we wsi Ołudza, dowódcy dali żołnierzom wolny wybór, kto chciał, mógł opuścić oddział, ale nie było wielu chętnych. Zgłosili się tylko ci, którzy mieli w pobliżu swoje domy. Ci, co pozostali, postanowili przedzierać się za Wisłę, gdzie na pewno powstanie nowy front. Do dział nie było już amunicji, zepchnięto je do wąwozów i zagwożdżono, a niepotrzebne konie, dla których nie było już paszy, rozpuszczono luzem po okolicy. [Wspomnienia Mieczysława Rysieckiego.©.SR]

[Zbrodnia w Ciepielowie na żołnierzach 74 pp została popełniona przez Wehrmacht 9 września. Przebieg wydarzeń nie został do końca wyjaśniony zwłaszcza w zakresie rozmiarów zbrodni. Mało wiarygodne wydaje się, że autor spotkał w Pilicy powracających stamtąd żołnierzy wcześniej niż po kilku dniach, w okolicy 14-15 września. Nie mogli oni również uczestniczyć w obu rozgrywających się niemal w tym samym czasie wydarzeniach - pod Kleszczową i pod Ciepielowem, które dzieli odległość blisko 200 km. W obu epizodach walczyli żołnierze śląskich jednostek, pod Kleszczową -11pp a pod Ciepielowem 74 pp. Jedynym rozsądnym wyjaśnieniem wydaje się to, że spotkanie miało miejsce później niż 10 września a w grupie byli żołnierze z różnych rozbitych jednostek. Wspomnienia Mieczysława Rysieckiego są bardzo wiarygodnym źródłem informacji więc temat wymaga dalszych prób wyjaśnienia przebiegu zdarzeń ]

Bezimienni żołnierze polscy polegli pod Kleszczową pochowani zostali na cmentarzu w Chlinie. W książce "Pilica. Zarys dziejów miejscowości"   jest mowa o 29 poległych,pogrzebanych w dwóch zbiorowych mogiłach. Przewodnik po upamiętnionych miejscach walk i męczeństwa w latach wojny 1939-1945 podaje liczbę 17 żołnierzy pochowanych w Chlinie. W innych wydawnictwach można spotkać liczbę 18 pochowanych oraz informację o dwóch zbiorowych mogiłach 29 żołnierzy. Jedna z tych dwóch mogił mogła być przeniesiona w połowie lat czterdziestych do Olkusza. Informacja z 17 X 1947r o 13 poległych żołnierzach mogła dotyczyć jednego zbiorowego grobu, który jeszcze istniał. Dopiero w roku 1950 podczas ekshumacji była możliwość dokładnego przeliczenia zwłok (arkusz ewidencyjny z 4 X 1971 mówi o 18 żołnierzach). Po ekshumacji zwłok w 1950 roku mieszkańcy wsi ufundowali tablicę nagrobną.

Relacja por. Bogumiła Frankiewicza: 

...Dowództwo nad ocalałą grupą kilkunastu oficerów i około 70 podoficerów oraz żołnierzy objął Antoni Jahołkowski. I tak unikając spotkań i starć  z liczniejszymi oddziałami wroga, kontynuowano marsz na szlaku Jędrzejów, Chęciny, Kielce, podążając w kierunku Sandomierza. Pod Sandomierzem przejście przez most na Wiśle było już zamknięte i obstawione żołnierzami Wehrmachtu. Dowódca zarządził przesunięcie oddziału na północ wzdłuż lewego brzegu Wisły do powiatu opatowskiego, lecz i tu nie było żadnych szans przeprawy przez rzekę. Na propozycję oficera zwiadowczego przesunięto się w rejon wsi Witosławice do leśniczówki o tej samej nazwie, usytuowanej w gęstym masywie leśnym ...

W dniu 1 października wieczorem po wiadomości radiowej, że prawie wszystkie ośrodki oporu w kraju skapitulowały, a Anglia i Francja nie idą z pomocą, na naradzie oficerskiej zadecydowano o rozwiązaniu oddziału i rozpuszczeniu żołnierzy do domów. Oficerowie i podoficerowie podpisali wówczas sobie kartki rekomendacyjne, datowane na 1 października 1939 roku w Witosławicach. Podpisy złożyli:

  • kpt. Antoni Jahołkowski;
  • por. Franciszek Witkowski, dowódca 8 kompanii 11 pp;
  • ppor. Kazimierz Patello z 11 pp;
  • ppor. Jan Partyka z 11 pp;
  • ppor. Ludwik Żochowski z 23 pal;
  • ppor. W. Kowalski z 11 pp;
  • por. Bogumił Antoni Frankiewicz z 23 pal;
  • ppor. Zając z 11 pp;
  • ppor. Zygmunt Wojas z 23 pal;
  • sierż.zawodowy Bradys z 11 pp;
  • sierż.zawodowy Szmer z 11 pp;
  • ppor. Feliks Konwiszer, adiutant dowódcy I dywizjonu 23 pal.

Kartka zawiera nieścisłości w stosunku do wspomnień

(data wystawienia-10 października a nie 1, numer batalionu II a nie III) jednak uważana jest za oryginalną.

 

 Ppor. rez.Bogumił Frankiewicz z 23 pułku artylerii lekkiej w Będzinie wraz z grupą oficerów i podoficerów (około 10 ludzi) zawrócił i wieczorem 8 października 1939 dotarł do Jeżówki, gdzie nastąpiło rozwiązanie i rozbrojenie tej grupki. Antoni Jahołkowski działał później w AK [ps. "Brzeski", "Kowal"] gdzie z czasem, w stopniu majora został dowódcą 13 pułku piechoty Armii Krajowej i zarazem dowódca III batalionu tego pułku.

Pomnik z napisem

„1939-1989 Ku czci żołnierzy Wojska Polskiego poległych w dniu 7 września 1939 r. w walce z hitlerowskim najeźdźcą. Społeczeństwo”

 

 

Pomnikiem opiekuje się młodzież z Zespolu Szkół nr 2 w Wierbce

ufundowany został przez mieszkańców gminy. Odsłonięto go 7 września 1989 roku a od 6 marca 2003 roku opiekują się nim uczniowie Zespołu Szkół w Wierbce.

 

 

Polski hełm wz.1931 w szkolnej izbie pamięci w Wierbce

PILICZANIE W JEDNOSTKACH OBRONY NARODOWEJ

W czasie mobilizacji alarmowej [24/27 sierpnia 1939] oraz mobilizacji powszechnej [30/31 sierpnia 1939] powołano do wojska około 70 Piliczan. W nocy z 30 na 31 sierpnia dotarł do Pilicy telegram starosty olkuskiego ogłaszający powszechną mobilizację. Dyżurni kurierzy rozwieźli karty mobilizacyjne do sołectw. 31 sierpnia w południe syrena pilickiej drożdżowni oznajmia zbiórkę Piliczan powołanych do Obrony Narodowej, którzy zebrali się na placu fabrycznym w Sławniowie skąd pomaszerowali do Wolbromia. Około 40 rezerwistów trafiło do kompanii Obrony Narodowej „Pilica”. Trudno jest dzisiaj ustalić wojenne losy tego oddziału. Aby je przybliżyć przedstawiam poniżej dzieje 204 pp rez.,w którego składzie walczyła kompania ON „Pilica” będąca częścią batalionu ON „Olkusz”. Jednostki Obrony Narodowej w zamierzeniach miały szkolić nadkontyngent poborowych oraz wykonywać zadania pomocnicze. Z czasem dla nowych jednostek ON przewidziano zadania bojowe. Po zajęciu Czech przez III Rzeszę zaszła konieczność przeorganizowania obrony południowej granicy. W tym celu utworzono Brygady Górskie. Z 21 DP do 2 Brygady Górskiej przesunięto 1 pułk strzelców podhalańskich. W jego miejsce do 21 DP dołączono 202 pp przewidziany dla 55 DP rez. Dywizja ta miała w jego miejsce otrzymać nowy pułk sformowany z jednostek Obrony Narodowej. 27 kwietnia na podstawie rozkazu szefa Departamentu Piechoty MSWojsk powstała Dąbrowska Półbrygada Obrony Narodowej. Dowództwo półbrygady,kwatermistrzostwo i oddziały łączności formowano w Maczkach a pluton przeciwpancerny w Strzemieszycach. W skład brygady, która miała być gotowa w ciągu maja weszły:

  • Batalion ON „Dąbrowa Górnicza” [Dowództwo w dąbrowie Górniczej. mjr Stanisław Tomaszewski Kompanie;1 w Dąbrowie Górniczej,2 w Maczkach i 3 w Sławkowie]

  • Batalion ON „Chrzanów” [Dowództwo w Chrzanowie. kpt. Leopold Schoenefeld Kompanie: 1 w Chrzanowie – kompania została w sierpniu przeniesiona z BON „Sosnowiec”,2 w Jaworznie i 3 w Trzebini]

  • Batalion ON „Olkusz” [dowództwo w Olkuszu.kpt. Tadeusz Stawicki Kompanie:1 w Olkuszu- kompania została przeniesiona w sierpniu 1939 z BON „Zawiercie”, 2 w Wolbromiu i 3 w Pilicy]

Etatowy stan osobowy olkuskiego batalionu Obrony Narodowej liczył 702 żołnierzy w tym:

  • oficerów służby stałej lub kontraktowej: 4;

  • oficerów rezerwy: 15;
    podoficerów zawodowych lub kontraktowych: 9;

  • podoficerów rezerwy: 129;

  • szeregowców rezerwy: 545;

Wchodzili oni w skład pododdziałów:

  • poczet dowódcy

  • oddział łączności

    • 3 patrole telefoniczne

    • 2 patrole sygnałów optycznych

    • patrol kolarzy

  • drużyna gospodarcza

  • sekcja sanitarna (oficer lekarz + 2 podoficerów sanitarnych + 4 sanitariuszy)

  • 1 kompania strzelecka

    • poczet dowódcy

    • drużyna gospodarcza

    • sekcja sanitarna (podoficer + 4 sanitariuszy + 2 pary noszy)

    • 3 plutony strzeleckie a. 3 drużyny

    • pluton karabinów maszynowych a. 3 drużyny

  • 2 kompania strzelecka

    • poczet dowódcy

    • drużyna gospodarcza

    • sekcja sanitarna (podoficer + 4 sanitariuszy + 2 pary noszy)

    • 3 plutony strzeleckie a. 3 drużyny

    • pluton karabinów maszynowych a. 3 drużyny

  • 3 kompania strzelecka

    • poczet dowódcy

    • drużyna gospodarcza

    • sekcja sanitarna (podoficer + 4 sanitariuszy + 2 pary noszy)

    • 3 plutony strzeleckie a. 3 drużyny

    • pluton karabinów maszynowych a. 3 drużyny

  • oddział zwiadowców a 3 drużyny kolarzy

  • pluton przeciwpancerny a 3 działony

  • działon moździerza

  • drużyna pionierów

Kryteria doboru kadry określone zostały w rozkazie z 10 sierpnia 1937,w którym dla batalionów Obrony Narodowej przyjęto zasadę,powołania na 4 stanowiska dowódcze dwóch oficerów zawodowych i dwóch ze stanu spoczynku lub kontraktowych. Na dowódców kompanii powoływano rezerwistów , którzy po 2-4 tygodniowe ćwiczenia zatrudniani byli jako żołnierze kontraktowi. Dowódcami plutonów byli również oficerowie rezerwy bez przydziału mobilizacyjnego lub przewidziany do wycofania. Do oddziałów Obrony Narodowej jako żołnierzy powoływano rezerwistów:

  • kat.C : zdolny do służby w pospolitem ruszeniu z bronią

  • kat.D : zdolny do służby w pospolitem ruszeniu bez broni

Żeby nowym oddziałom ON zapewnić jaką taką wartość przeznaczano do nich najlepszych rezerwistów, wyciągnięto z pułków znaczną ilość oficerów i podoficerów zawodowych, zarządzono 14-dniowe zbiórki i ćwiczenia tych batalionów. Wystarczyło to może do zwąchania się nowych zbiorowisk ludzkich , nie wystarczyło do zamienienia ich w zdatne do boju oddziały.

[szef oddziału III Armii „Kraków” płk. Jan Rzepecki]. Na etatowe wyposażenie pododdziału składały się:

  • 70 koni taborowych

  • 29 wozów i 2 biedki

  • 3 kuchnie polowe

  • 1 samochód ciężarowy

  • 4 motocykle

    50 rowerów

  • 1 moździerz piechoty [Stockes-Brandt wz. 1931; kaliber 81 mm]

Konie,tabory i rowery na czas ćwiczeń jednostek Obrony Narodowej pochodziły z wynajmu a dla mobilizowanych batalionów ON pochodzić miały z poboru. Praktycznie jednak jednostki te nie miały przydzielonych ośrodków zapasowych, które miałyby przeprowadzić pobór i dla jego przeprowadzenia musiałyby stworzyć własne komisje poborowe z komendantem powiatowym Przysposobienia Wojskowego na czele. Na zorganizowanie ich zabrakło już czasu.

W ogłoszeniach wojewody kieleckiego o ustaleniu kolejności osób obowiązanych do dostarczenia jako środków przewozowych na rzecz wojska w czasie pokoju samochodów, motocykli i rowerów w roku 1935 wymienione zostały samochody osobowe o numerach rejestracyjnych:

KL-72515 i KL-1886 stanowiące własność Kazimierza Arkuszewskiego,

KL-1845 Mieczysława Kośmińskiego z Wierbki,

KL-71129 Edwarda Kwapisza,

oraz motocykle numerach rejestracyjnych:

KL-73979 Antoniego Cembrzyńskiego

KL-73471 Karola Janickiego.

Nie sposób jednak oczywiście ustalić gdzie trafiły wymienione pojazdy we wrześniu 1939 roku. Zgodnie z etatem batalion miał być uzbrojony w:

  • 40 pistoletów (zamiast pistoletów oficerowie rezerwy otrzymali karabinki)

  • 7 pistoletów sygnałowych [ rakietnic]

  • 306 karabinów [Lebel wz.16]

  • 324 karabinki

  • 9 ręcznych karabinów maszynowych [ (Etat nie przewidywał dla batalionów typu IV wyposażenia w rkm-y jednak Dabrowska Półbrygada otrzymała je rkm-y znalazły się w każdej pierwszej drużynie każdego plutonu strzeleckiego. Były to francuskie karabiny Chauchat. W 1923 r. Chauchat wz. 1915 wszedł na wyposażenie kawalerii WP. Zakupowi tego karabinu sprzeciwiła się większość polskich dowódców, jednak został zakupiony gdyż od wyboru tej broni Francuzi uzależniali udzielenie kredytów dla polskiej armii. ]

  • 6 ciężkich karabinów maszynowych [Hotchkiss wz.14. Na uzbrojenie Wojska Polskiego ckm-y te wprowadzono w 1919 roku. Z uzbrojenia oddziałów liniowych wycofano je do 1936 roku ],

  • 3 armaty przeciwpancerne wz. 1936 [ Z uwagi na krótki czas jaki upłynął od wprowadzenia dział wz.36 na uzbrojenie praktycznie wszyscy przeszkoleni w obsłudze tej broni rezerwiści trafili do jednostek liniowych a w składzie baonów zastępowani byli specjalistami od obsługi ckm-ów oraz rezerwistami artylerii lekkiej. W praktyce bataliony Obrony Narodowej ruszyły na wojnę bez broni ppanc.]

Każdy z żołnierzy otrzymał 2-5 granatów. Umundurowanie formacji Obrony Narodowej odpowiadało z małymi różnicami umundurowaniu wojsk regularnych. Podoficerowie i szeregowcy otrzymywali sorty z chwila wcielenia do jednostki i przechowywali mundury w swoich miejscach zamieszkania. Umundurowanie oficerów zgodne było z umundurowaniem w jednostkach wojska stałego. Broń i pozostałe wyposażenie przechowywane było na najbliższym posterunku Policji Państwowej bądź w najbliższej jednostce wojskowej. Na ćwiczeniach zazwyczaj używano ubrań cywilnych, a podczas uroczystości stosowano stroje regionalne. Rozkaz o przygotowaniu zakładał wcielanie zarejestrowanych członków Związku Strzeleckiego - przedpoborowych z ukończonym II stopniem Przysposobienia Wojskowego. Batalion typu IV odpowiadał słabemu batalionowi piechoty. Jednostki tego typu według założeń mogły być użyte do zabezpieczania rejonów mobilizacji, przejściowego utrzymania ważnych punktów terenowych i do działań obronnych jako uzupełnienie ugrupowań etatowych jednostek wojskowych.Na bazie Dąbrowskiej Półbrygady ON w sierpniu 1939 roku formowano 204 pp rez. pod dowództwem dotychczasowego dowódcy półbrygady płk. Wiktor Eichlera.

  • Dąbrowski Batalion ON jako I/204 pp (rez.)

  • Chrzanowski Batalion ON jako II/204 pp (rez.)

  • Olkuski Batalion ON jako III/204 pp (rez.)

Pułk ten został przeznaczony do uzupełnienia 55 Dywizji Piechoty Rezerwowej formowanej pod dowództwem płk. Stanisława Kalabińskiego, której zadaniem była obrona umocnionego odcinka "Mikołów". 24 sierpnia 1939 roku, po rozpoczęciu mobilizacji alarmowej, batalion ON „Olkusz” został przeorganizowany w III batalion 204 pułku piechoty. W dniu 1 września 204 pp był w stadium mobilizacji. Dowództwo jednostki stacjonowało w Maczkach. Ze względu na sytuację na froncie organizacja 204 pp rez. została przerwana w pierwszych dniach września 1939 roku. Według meldunku płk.Eichlera z 2 września 1939 roku brakowało oficerów dowództwa, zwłaszcza kwatermistrzostwa, zwiadu i broni towarzyszących oraz oficerów młodszych, których funkcje pełnili podchorążowie. Oddziały specjalne pułku liczyły 15-20% stanów. Pułk, podobnie jak inne bataliony ON w składzie 55 DP rez. nie dysponował hełmami i bronią przeciwpancerną. Wyposażony był jedynie w 1700 karabinów więc jeden z batalionów wyruszył na wojnę bez kompletnego uzbrojenia strzeleckiego. Brakowało 2 ckm i 3 armatek przeciwpancernych. Jednostka posiadała małą ilością amunicji do moździerzy. Sprzęt optyczny był niekompletny. 204 pp przewidziany był do utworzenia poza planem mobilizacyjnym a to oprócz problemów ze skompletowaniem uzbrojenia i wyposażenia dodatkowo oznaczało brak koni, wozów i środków finansowych, których nie przewidziano w zestawieniach mobilizacyjnych. Rezerwiści skierowani zostali do jednostki ręcznie Brak było przydziału jednostki do rejonu uzupełnień mobilizacyjnych więc uzupełnienie braków kadrowych zgodnie z regułami było praktycznie niemożliwie. Pod względem siły ognia 204 pułk rez. odpowiadał jedynie batalionowi. Część braków uzupełniono przed odejściem na front.

204 pp rez. nie wziął udziału w zaciętych walkach w dniach 1-2 września toczonych przez 55 DP Rez. w rejonie Kobióra i Wyr i dołączył do jednostki dopiero 3 września. W nocy z 2/3 września grupy żołnierzy 204 pp rez. udawały się do Maczek po broń i amunicję jednak magazyny były puste. 204 pułk wyszedł na wojnę nie zakończywszy mobilizacji i przedstawiał mniejszą wartość bojową. Ostatecznie batalion ON Olkusz odchodził samotnie w kierunku Krakowa staczając pod Krzeszowicami walkę z niemieckimi dywersantami. Według niepotwierdzonych relacji batalionem dowodził w tym czasie ppor.rez Dedelis.

4 września

55 DP, w której skład wchodził 204 pp, otrzymała rozkaz odwrotu nad Nidę w kierunku Pińczowa i Miechowa. 204 pp w nocy z 4 na 5 września razem z 201 pp rez. szedł w głównej kolumnie dywizji przez Raciborowice do Posądza.

5 września

Cała GO "Jagmin", a w jej składzie 55 DP odchodziła do rejonu na zachód od Krakowa. Dywizja w czasie przemarszu i na postojach była atakowana przez niemieckie lotnictwo i około południa osiągnęła rejon Bibice-Węgrzce-Michałowice. W nocy z 5 na 6 września nastąpił dalszy marsz dywizji do Luborzycy, drogami polnymi , trudnymi do przejścia zwłaszcza dla artylerii.

6 września

Wymarsz 55. DP rez. z rejonu miejscowości Posądza nastąpił przed północą. Celem marszu 55 DP był rejon Zięblice -Posądza. Po północy dywizja przemieszczała się w dwóch kolumnach. 201 i 203 pułk piechoty maszerowały po osi Przesławice, Rzędowice, Szczytniki, Kamieńczyce. Drugą kolumnę, która poruszać się miała przez Proszowice, Klimontów, Kamieńczyce i Kazimierza Wielką, stanowiły 204 pułk piechoty, batalion ON "Rybnik" oraz trzy kompanie batalionu ON "Oświęcim" z 203 pułku piechoty.

7 września

Około godziny trzeciej nad ranem, gdy żołnierze polscy znajdowali się w Proszowicach w rejonie drogi prowadzącej w stronę Krakowa, od strony Słomnik a także od strony szosy klimontowskiej nadjechały niemieckie czołgi. Czoło grupy, w której szedł 204 pp rez., zostało ostrzelane ogniem z dział i ciężkich karabinów maszynowych a tylne części kolumny, wchodzące dopiero do miasteczka, znalazły się pod ogniem ogniem ciężkich karabinów maszynowych ze wzgórza około 500 m na zachód od cmentarza, znajdującego się przy szosie na Posądzę. Zaskoczenie było wielkie gdyż nie spodziewano się nieprzyjaciela w Proszowicach. Początkowo w polskich szeregach zapanował chaos. Wkrótce jednak ustawione w domach na rynku ckm-y rozpoczęły ogień do nieprzyjaciela. Ostrzelany został od strony cmentarza batalion Obrony Narodowej "Rybnik". Kompania pszczyńska z tego batalionu zajęła w ciężkiej walce cmentarz. Jakieś inne oddziały obsadziły panujące nad szosą słomnicką wzgórze na zachód od cmentarza. Niemcy nie atakowali w ciemnościach ograniczając się do ostrzału polskich pozycji. Do świtu trwała bezładna obustronna wymiana ognia. O świcie na szosie słomnickiej ukazała się kolumna czołgów, które uderzyły na walczące na północny zachód od cmentarza batalion Obrony Narodowej "Rybnik" i część batalionu Obrony Narodowej "Olkusz". W boju pod Proszowicami poległo 122 polskich żołnierzy a wśród nich szer.Franciszek Chat z Pilicy oraz Piotr Rus z Cisowej. Kompania pszczyńska batalionu rybnickiego poniosła ogromne straty - 60 zabitych i 82 rannych. 3 kompania batalionu ON "Oświęcim" również poniosła wielkie straty - 30 żołnierzy poległo a 53 zostało rannych. W 204 pp, który stracił 19 zabitych i 34 rannych najwyższe starty poniósł batalion ON „Olkusz”. Poległ dowódca baonu ON "Dąbrowa Górnicza" mjr. Tomaszewski. I dywizjon 65 pal stracił 19 zabitych i 32 rannych. Rozbite jednostki zdołały jednak oderwać się od nieprzyjaciela i wymijając Klimontów, dołączyły do dywizji okrężną drogą. Niewielkie grupy żołnierzy i taborów uskoczyły na Koszyce i również dołączyły do dywizji okrężną drogą. Nieprzyjaciel nie podejmował pościgu. Dywizję sprawnie przegrupowano i wyruszyła ona z Klimontowa w trzech kolumnach. Kolumnę południową stanowił 204 pp rez. wzmocniony I dyonem 65 pal. Maszerowała ona bocznymi drogami na Kazimierzę Wielką przez cały czas nękana przez pojazdy rozpoznawcze wroga. 204 pp rez. Przed południem przeszedł jako pierwszy Kazimierzę Wielką i zgodnie z rozkazami, jeszcze przed wieczorem, doszedł do Zięblic. Razem z pułkiem przybył do Kazimierzy Wielkiej sztab 55 DP rez. Kiedy od strony Skalbmierza i Cudzynowic zaczęły pojawiać się grupy pancerno-motorowe nieprzyjaciela, dowódca dywizji wydał rozkaz doraźnej obrony Kazimierzy Wielkiej przekazując to zadanie kolumnie północnej. Do wieczora pułk dotarł do Zieblic. Pozostałe oddziały dywizji dotarły do celu przed północą. Po forsownym marszu oddziały 55 DP rez. wymagały odpoczynku.

Noc jest bardzo ciemna. Żołnierze zasypiają ze zmęczenia w czasie krótkich postojów i trudno ich dobudzić. Są stale głodni, pomimo wysiłków i starań wszystkich dowódców. Kuchnie gotują wprawdzie w marszu bądź suchą jarzynę i kartofle, bądź mięso z rekwizycji i starają się wydawać strawę o każdej porze. Lecz nieustanne pogotowie oddziałów oraz prawie nieprzerwane walki i stałe zagrożenie, uniemożliwiają regularne żywienie. Stan wyczerpania jest w tej chwili tak wielki, że budzeni i niemal stawiani na nogi żołnierze zasypiają na stojąco, lub w marszu, i wywracają się na ziemię śpiąc dalej. W ciemnościach nocnych spotyka się tylko pojedyncze sylwetki czuwających oficerów - kompanie śpią pokotem w rowach przydrożnych zupełnie niewidoczne.

Dywizja ruszyła dalej przez Wiślicę do rejonu Piasek Wielki-Równiny-Badrzychowice docierając na miejsce 8 września około godz.10.

8 września:

Generał Szylling na podstawie wytycznych z 3 września uznał, że zadaniem Armii „Kraków” jest jak najdłuższe utrzymanie się na północnym brzegu Wisły nie dając odciąć się od Armii „Małopolska”. W tej sytuacji postanowił on uderzyć na siły niemieckie zamykające drogę odwrotu wzdłuż Wisły na linii Stopnica-Pacanów-Szczucin, przebić się przez do lasów pod Staszowem a stamtąd skierować się na przeprawę w okolicach Baranowa i wejść w kontakt z Armią „Małopolska”. Oddziały 55 DP przebywały w odwodzie operacyjnym GO "Jagmin" a jednocześnie ubezpieczały armię od północnego wschodu. 204 pp rez. po odbyciu marszu nocnego przez Piasek Mały, Kików i Wolicę przybył do rejonu Uściskowa. 55 DP otrzymuje zadanie wymarszu o zmroku przez Górki - Piasek Wielki - Solec na Stopnicę. O godz.22 wyruszyła w kolumnach pułkowych. Marsz odbywał się wolno ze względu na złe drogi.

9 września

O świcie czoło kolumny dywizyjnej osiągnęło rejon Topola-Suchowola a 201 pp wszedł do Stopnicy. Wkrótce pozostałe dwa pułki stanęły w odwodzie na drogach wylotowych z miasteczka. Już około godziny 10.00 sytuacja zaczęła się coraz bardziej komplikować. Od południowego zachodu z kierunku Nowego Korczyna i Wiślicy zaczęły nacierać niemieckie oddziały pościgowe piesze i zmotoryzowane. Również od wschodu, z kierunku Staszowa, podeszła pod Stopnicę jednostka pancerna i nawiązała bój spotkaniowy. 204 pp pozostawał w odwodzie na południowo-zachodnim skraju Stopnicy. Jednostki dywizji odparły kilkakrotne uderzenia piechoty niemieckiej wspartej czołgami. O zmroku walka ustaje. Trwał jedynie z obu stron ostrzał artyleryjski. W Stopnicy oraz w pobliskich sołectwach Topola, Wolica, Kąty Stare, Prusy, Kuchary i Skrobaczów spłonęło kilkadziesiąt budynków. O zmroku nadszedł rozkaz oderwania się od nieprzyjaciela i wycofania się jedyną pozostającą drogą po osi: Klepie - Oleśnica - Podlesie - Sadzyna. Na cmentarzu parafialnym w Stopnicy spoczywa 21 żołnierzy Wojska Polskiego, poległych w walkach w rejonie Stopnicy. Były także straty wśród ludności cywilnej, zwłaszcza wśród licznej rzeszy uciekinierów. W czasie walk o Stopnicę na pozycje polskie wjechał autobus z pasażerami w niemieckich mundurach, który został skutecznie ostrzelany. Jak się potem okazało pojazd wiózł orkiestrę wojskową 15 pułku czołgów. Byłby to jeden z wielu nic nie znaczących wojennych incydentów, gdyby nie to,że Niemcy uznali, że Polacy złamali postanowienia konwencji haskiej a dowódca dywizji płk. Kalabiński po dostaniu się do niewoli został za to wydarzenie 15 sierpnia 1941 roku zamordowany bez sądu przez gestapo w Radomiu.

10 września.

O świcie 203 i 204 pp rez. z artylerią, idące na czele dywizji, przekroczyły rzekę Czarną w miejscowości Niedziałki – Rudniki i kierowały się dalej na Szczękę i Osalę. Dowództwo dywizji zatrzymało się w miejscowości Szczęka. Nieprzyjaciela spodziewano się z kierunku Wilkowej. Stamtąd wyszło natarcie 27 Szwabskiej DP gen. por. Bergmanna wymierzone w ugrupowanie najbardziej wykrwawionego i zmęczonego 201 pp rez. który zajmował pozycję na północnym skrzydle dywizji pod Monastyrkiem i Kłodą. Niemcy po rozbiciu sąsiedniej 22 DPGórskiej płk. Endel-Ragisa zaatakowali też od Staszowa i Rytwian. Rozkaz dowódcy Grupy Operacyjnej "Jagmin" do dowódców 23 i 55 DP. wydany w Strużkach 10.9 o godz.15.:

55 DP ma wystać bezzwłocznie baon/ baterią do m.Osiek dla utrzymania Osieka.

Wieczorem jednostki dywizji wymaszerowały do rejonu Osala, Niekrasów, Osiek celem zorganizowania obrony przedmieścia Osiek – Świniary. Ppłk. Adamczyk zorganizował obronę 201 pp nad rzeką Kłodnicą niedaleko miejscowości Kłoda. Niemiecka piechota zmotoryzowana grupuje się w lesie Sydzyna. Około godz. 9 rozpoczęła się walka patroli. Wkrótce ruszyły dwukrotnie ponawiane niemieckie natarcia wsparte czołgami i artylerią. Niemcy, pod osłoną lasów rytwiańskich, zmierzają z tego kierunku na tyły 201 pułku próbując go oskrzydlić. Sytuacja staje się kryzysowa gdyż dowódca dywizji nie posiadał już żadnego oddziału odwodowego,który mógłby rzucić na zagrożony odcinek. Na szczęście impet niemieckiego natarcia osłabł i kryzys w boju minął. Pod wieczór następuje kolejny kryzys jednak zmierzch zakończył walkę. Niezwiązane walką 203 i 204 pp rez. Odchodziły pod osłoną 201 pp rez., który rozpoczął odwrót dopiero około północy. Tymczasem czekały dywizję nowe zadania sprecyzowane w kolejnym rozkazie dowódcy Grupy Operacyjnej "Jagmin":

... 55 DP + grupa płk. Klaczyńskiego, utrzyma przez 11 i noc z 11 na 12 /września] rejon: Zawiozą - Gaj Plebański - Osiek - Osieczko, a w razie wycofania straży tylnej 23 DP - Łachę Wiślaną i jezioro Duże Osieckie. Wydzielić jeden pułk piechoty do swego odwodu w rejonie Gaj Osiecki - Kąty, z tym, że w razie potrzeby użyję tych sił do ewentualnego przeciwnatarcia na odcinku 73 pp. Przeprawę 55 DP przewiduję w nocy z 11 na 12 września...

Oznaczało to, że 55 DP rez. będzie musiała w następnym dniu utworzyć i bronić przedmoście koło Osieka, tak aby przez Wisłę w rejonie Baranowa zdołała przeprawić się cała armia "Kraków". Od roli jaką miała odegrać 55 DP rez. zależał więc los całej armii gen. Szyllinga.

11 września:

O świcie czoło kolumny marszowej 55 DP rez. wchodziło dopiero do Osieka. W czasie nocnego przemarszu poszczególne bataliony pułków przemieszały się z sobą, a niektóre, nie otrzymawszy na czas rozkazów, były trudne do odszukania. Od godz. 5 płk Kalabiński wydaje w terenie rozkazy dla organizacji obrony. 201 pp rez. zorganizuje obronę Osieka od południa i od zachodu. Do pułku przydzielona będzie bateria, ponieważ II dywizjon 65 pal rez. będzie się wkrótce przeprawiał. Zgodnie, z rozkazem dowódcy Grupy Operacyjnej, przez Wiśle przeprawi się najpierw artyleria; tylko niezbędna jej część pozostanie po tej stronie dla zabezpieczenia przeprawy. Przygotować obronę przeciwpancerną. Czołgi niemieckie wizowane na drodze z Niekrasowa a także od Suchowoli. Stwierdzono również piechotę zmotoryzowaną. Zadanie 201 pp: osłonić przeprawę dywizji oraz części 23 DP. Osiek należy bezwzględnie utrzymać przez dzień dzisiejszy. Wspierać będzie pułk dodatkowo inny dywizjon artylerii ze stanowisk tyłowych. Pozycję obsadzić jak najszybciej i meldować gotowość do obrony. Stworzone zostają dwa odcinki obronne: 203 pp odcinek: 7,wid/e - Gaj Plebański – Osiek. 201 pp: od Osieka w lewo aż do Wisły. Już około godz. 8 rano obrona jest mniej więcej zorganizowana. O godz. 9 rozpoczyna się bój o Osiek. Wzmaga się ogień artylerii niemieckiej. Rozpoczyna się natarcie piechoty wsparte czołgami. Piechota niemiecka naciera od południa i od zachodu a czołgi zagrażają również od strony północnej, gdzie dowódca kompanii zbudował barykadę. Niemcy poszukują skrzydeł i luk w naszej obronie. Straty nasze są coraz większe, wzrasta liczba zabitych i rannych. Mimo bohaterskiego oporu nieprzyjaciel zaczął wdzierać się do płonącego Osieka. Sytuacja była dramatyczna, bowiem za Osiekiem, saperzy 23 górnośląskiego baonu saperów mjr. Skierczyńskiego kończyli dopiero budowę mostu przez Wisłę, po którym wycofać się miały zgromadzone nad przeprawą wojska gen. Jagmin-Sadowskiego. Gdyby nieprzyjaciel zdobył Osiek, mógłby z łatwością rozbić na przeprawie całą Grupę Operacyjną "Jagmin". O godz.11.30 nadchodzi kryzys boju. Artyleria niemiecka zapaliła Osiek. Na ulice wdzierają się Niemcy. Przeciwuderzenie ostatniej kompanii z odwodu załamuje się. Oddziały rozproszone, pod naciskiem wycofują się nad Wisłę. Dowódca dywizji rozkazał kontratakować. Na czele jednego kontrataku staje osobiście dowódca 201 pp ppłk Adamczyk. Powiódł on do przeciwnatarcia kombinowany batalion złożony z kompanii kolarzy i saperów dywizyjnych oraz kompanii z baonu ON "Olkusz". Impet natarcia, wspartego silnym ogniem artylerii, przyniósł rezultaty. Odsiecz dotarła do Osieka, wyrzuciła zeń nieprzyjaciela i uwolniła bijące się w okrążeniu oddziały. W walkach poległ kpt. Schonfeld. Do chwili obecnej nieznany jest jego przydział wojskowy. Według sprzecznych informacji był on dowódcą baonu ON "Olkusz", batalionu ON "Chrzanów" lub dowódcą kompanii ON. Bitwa pod Osiekiem należała do najbardziej zaciekłych bojów w całej kampanii wrześniowej jaką przyszło było toczyć śląsko-zagłębiowskim batalionom Obrony Narodowej. Dzięki takiemu bezprzykładnemu bohaterstwu żołnierzy 55 DP rez. Grupa Operacyjna "Jagmin" mogła bez przeszkód kontynuować przeprawę na południowy brzeg Wisły.

12 września:

Ostatnie oddziały 55 DP rez. przeszły przez Wisłę ok. godz.8 rano i pomaszerowały szosą wzdłuż Wisły na Tarnobrzeg. Wskutek pomieszania się jednostek w czasie boju pod Osiekiem, oraz w wyniku zakłóceń marszu przez ogień artyleryjski i naloty lotnicze dywizja z trudnością zbierała swe oddziały i dopiero około godz. 14 osiągnęła wyznaczony rejon. O 204 pp rez. przez cały dzień 12 września, nic nie było wiedziano, choć znajdował się w pobliżu, pod samym Tarnobrzegiem i skutecznie likwidował nieprzyjacielskie próby przekroczenia Wisły w tamtym rejonie. Artyleria 55 DP rez. odrzuciła za Wisłę te oddziały niemieckie, którym udało się przeprawić przez Wisły poniżej Tarnobrzega. O godz. 15 dowódca Grupy Operacyjnej "Jagmin" otrzymał z Zamościa od gen. bryg, Szyllinga, rozkaz do odwrotu za San. Dowódca armii sugerował, aby 55 DP rez. skierowała się przez Nisko, w dolinę Tanwi. 55 DP rez. wyruszyła do swojego kolejnego, nocnego przemarszu szosą: Mokrzyszów - Stale - Żupawa - Zabrnie - Kotowa Wola - Zbydniów - Turbia.

13 września:

Dzień okazał się względnie spokojnym. Wojska dywizji w tym dniu nie miały styczności z nieprzyjacielem. O świcie 55 DP rez. doszła do wskazanych rozkazem rejonów. Czekano na przeprawę w rejonach Turbi, Obojnej i Agatówki, lecz most na Sanie pod Rozwadowem (Brandwica) był ciągle bombardowany przez niemieckie lotnictwo. Dopiero po zmierzchu ruszono na przeprawy jednocześnie pod Rozwadów-Brandwicę - na most drogowy, i pod Kępę - na most kolejowy. Z Małego Korytkowa, gdzie mieściło się dowództwo Grupy Operacyjnej "Jagmin", nadeszły dalsze rozkazy:

...55 DP przejdzie w rejon Mamoty Górne - Deputaty - Ujście -Kiszki, na postój ubezpieczony. Oś marszu: Podlasie - Kotyły - Kąty -Momoty Górne. Wyruszenie godz. 19.

15 września:

Wskutek bardzo złych dróg przemarsze są coraz trudniejsze a wojsko skrajnie zmęczone. Drogi piaszczyste a połamane drewniane mostki od dział i wozów trzeba naprawiać lub omijać z daleka. Na maszerującą dywizję spadł ogień niemieckich haubic, wyrządzając największe straty taborom. Dopiero w ciągu dnia pododdziały 55 DP rez. dochodziły do wyznaczonych miejsc. 204 pp rez. ppłk. Eichlera, razem z dowództwem dywizji, stanął w Bukowej. Nadeszły nowe rozkazy z GO "Jagmin", stawiające zadanie przejścia w ciągu nocy na szosę Frampol - Tarnogród. Byty one wynikiem rozkazów gen. Szyllinga, który chciał skoncentrować grupę śląską gen. Jagmin-Sadowskicgo w okolicach Aleksandrowa i dopiero tam ewentualnie, dać jej jeden dzień odpoczynku. Zadanie szczegółowe dla 55 DP rez. brzmiało:

...55 DP (...) przejdzie po osi: Bukowa - Dąbrowica - Dereźnia - Rogata - Smólsko Małe (od m. Sól do wykorzystania droga: Puszcza Solska -Smólsko Małe) w rejon: Majdan - Smólsko Małe.. Gros sil zgrupować w lesie, na wschód od m. Smólsko Male, w gotowości do działania na rzecz straży tylnych...Wyruszenie z obecnego rejonu - godz. 23...

Marsz jest bardzo powolny i męczący. Brak snu i wypoczynku, żywienie oddziałów jedynie z doraźnych rekwizycji, odbierają siły żołnierzom. Dużo jest okaleczałych i chorych. Rannych coraz częściej wiezie się w taborze a los ich jest godny współczucia. Tabory znacznie się zmniejszyły. Wiozą tylko amunicję, paszę i niezbędny bagaż. Dzięki niezwykłej troskliwości i opiece żołnierzy, konie ciągną jeszcze działa i wozy. Pomaga im w tym piechota. Podobnie i konie przy wózkach kaemów są w troskliwej opiece karabiniarzy. [relacja z 201 pp rez. ]

16 września:

Przed świtem oddziały dywizji zaczęły zajmować pozycje wyznaczone rozkazem z dnia poprzedniego. 204 pp rez. ppłk. Eichlera, wraz z dowództwem dywizji, stanął w lasach w rej. Smólska Małego i Korczowej. Od rana Biłgoraj był uporczywie atakowany ogniem artylerii niemieckiej a przed południem pododdziały nieprzyjacielskie zaczęły przenikać do Puszczy Solskiej. Toczy się zacięta walka 23 DP o Biłgoraj. Dowódca Grupy Operacyjnej wydaje 204 pp rez. wspartemu przez II dyon 65 pal. rez. rozkaz do przeciwnatarcia mającego odciążyć oddziały 23 DP, które rusza o godz. 15 w kierunku na miejscowość Sól. Przeciwnatarcie odrzuca Niemców poza Biłgoraj - Sól – Dereźnię. Rusza silne natarcie Niemców na Majdan wsparte potężnym ogniem artylerii, które miało na celu wdarcie się w polskie ugrupowanie i rozproszenie oddziałów. Piechota niemiecka dociera bardzo blisko. Dopiero zapadające ciemności powodują osłabienie natarcia. Była to jedna z najkrwawszych bitew 55 DP rez. w kampanii. Grupa Operacyjna "Jagmin" zlikwidowała groźne niemieckie włamanie się 8 nyskiej DP w rejon Biłgoraja, Puszczy Solskiej i Soli. Tego dnia w Krasnobrodzie dowództwo nad armią "Kraków" objął gen. dyw. Piskor, który wespół z gen. Szyllingiem, dochodzi do wniosku, że zarysowują się zbieżne natarcia niemieckie w kierunku Zamościa, wyraźnie oskrzydlające polskie oddziały wobec czego zamierza on wyprowadzić wojska w kierunku na Tomaszów i Sokal. Na podstawie tej decyzji dowódca Grupy Operacyjnej "Jagmin" wydaje rozkaz operacyjny na noc z 16 na 17 oraz na dzień 17 września, wg. którego zamierza przesunąć swe oddziały do rejonu Zwierzyńca, Górecka Starego i Guciowa, i tam zorganizować obronę. Dla dywizji płk. Kalabińskiego rozkaz precyzował następujące zadania:

"55 DP odejdzie po osi: Aleksandrów - Majdan Kasztelański i obsadzi w łączności z 23 DP odcinek leśny od toru kolejki Zwierzyniec - Biłgoraj do Górecka Starego (...).

17 września:

Marsz nocny był wyczerpujący. Prowadził lasami, po piaszczystych traktach. Brak było map a zmęczenie oddziałów zdawało się dochodzić do ostatecznych granic. W dodatku marsz kolumn 55 DP rez. został wypatrzony o świcie przez niemieckie lotnictwo. Skierowane nad ten rejon bombowce zadały duże straty wolno posuwającej się po piaszczystej drodze kolumnie taborów i artylerii. 55 DP rez. stanęła w rejonie: Tarnowola - Górecko Kościelne -Wygoda (204 pp rez.) - Górecko Stare - las folwarku Florianka - Sochy. Dowództwo dywizji stanęło w leśniczówce Kruglik koło Górecka Starego. Po drodze, idący w straży tylnej 201 pp rez. otrzymał nowe rozkazy od dowódcy dywizji płk. Kalabińskiego, wg których miał on zorganizować obronę na wzgórzach miedzy Góreckiem Starym a Majdanem Kasztelańskim. Zadanie było o tyle ważne, że obrona ta miała osłonić odejście całej Grupy Operacyjnej na Łuszczacz i Tomaszów, a była to już praktycznie jedyna droga wyjścia z zamykającego się nieprzyjacielskiego pierścienia. Siły dywizji były słabe, ale istotne wzmocnienie w postaci pododdziałów podhalańskich, dawało jeszcze nadzieje na sukces obronny. Walka 201 pp pod Góreckiem wobec olbrzymiej przewagi Niemców miała dramatyczny przebieg jednak natarcie niemieckie zostało zatrzymane. 204 pp rez. powstrzymywał w tym czasie pod Góreckiem Kościelnym nieprzyjaciela idącego z Aleksandrowa. 201 pp rez. miał bronić tego rejonu do godz. 11 następnego dnia, aby umożliwić przegrupowanie się dywizji, która otrzymała rozkaz:

...55 DP posuwać się będzie przez miejscowości: Malewszczyzna -Wólka Hitsińska - Łuszczacz – Ulów... Rozpoczęcie ruchu o zmroku. Do świtu czołowe elementy mają się już znaleźć w rejonie Wólki Husińskiej. W pierwszej fazie działań pozostawić straże tylne w rejonie Górecko Stare -folwark Florianka, celem utrzymania.

18 września:

W nocy na pozycji trwały tylko walki patroli. 18 września świt był pogodny i jasny. O świcie już wyrusza silne natarcie niemieckie na Górecko. Natarcie jest wsparte silnym ogniem artylerii, jednak pod celnym ogniem naszej broni maszynowej piechota niemiecka posuwa się bardzo wolno. Niemiecki ogień artylerii powoduje natomiast duże straty w linii polskiej obrony. Zarysowują się ruchy oskrzydlające, którym sprzyjają lasy w rej. Majdanu Kasztelańskiego na odsłoniętym skrzydle oraz nieobsadzony las odgradzający Górecko od folwarku Florianka. Przeciwko tym ruchom nic przedsięwziąć nie można. Natarcie na Górecko wzrasta na sile. Ogień potęguje się. Jest godz. 9.30. Nadchodzi kryzys boju. Górecko zostaje zapalone granatami. Z przedpola zaczęły wycofywać się resztki 201 pułku, który miał bronić pozycji do godz., 11, a tymczasem zaczął schodzić z linii obrony już po godz. 8. W chwili gdy porozbijane resztki 201 pp rez. odchodzić zaczęły traktem w kierunku Łuszczacza, przybył dowódca 55 DP rez. płk Kalabiński, który rozumiejąc,że dalsza obrona była niemożliwa, złożył dowódcy pułku gratulacje za uporczywą i krwawą walkę w obronie odchodzącej dywizji. W chwili gdy 201 pp rez. toczył walki osłaniające pod Góreckiem Starym, zasadnicze siły dywizji były już w rejonie Wólki Husińskiej atakowane z boków przez niemieckie podjazdy pancerne. W rejon wzgórza 385 między Łuszczaczem a Ulowem przybył 203 pp rez. ppłk. Rogalskiego. Za nim do rejonu gajówki Tarnówka i do Ulowa nadciągnął 204 pp ppłk. Eichlera a z kierunku Łuszczacza 3 psp ppłk. Czubryta. 203 pp rez. Około godz. 20.45 dowódca połączonych armii "Kraków" i "Lublin" gen. dyw. Piskor, rozkazał aby grupa śląska gen. Jagmin-Sadowskicgo przygotowała się do frontalnego natarcia .na Tomaszów Lubelski. Gen. Piskor miał zamiar przebić się przez pierścień okrążający wroga po linii Tomaszów Lubelski - Rawa Ruska, aby dotrzeć do wojsk gen. broni Sosnkowskiego pod Lwowem. Niestety siły niemieckie, okrążające armie gen. Piskora, była bardzo silne i krzepły z każdą chwilą. Dowódca Grupy Operacyjnej "Jagmin", tak sprecyzował zadania 55 DP na noc-z 18 na 19 września, i dzień 19 września:

...55 DP w rejonie Ulów - Łuszczacz, oraz na wschód od Ulowa, osłania od południa natarcie 23 DP. Jeżeli sytuacja pozwoli, bierze udział w natarciu swoim lewym skrzydłem w kierunku zalesionych wzgórz bezpośrednio na zachód i południowo-zachód od Tomaszowa (...).

W nocy z 18 na 19 września 55 DP rez wzmocniła polskie oddziały atakujące Tomaszów Lubelski. Z rozkazu wydanego poprzedniego wieczoru przez gen. Jagmin-Sadowskiego wynikało, że główne natarcie na Tomaszów w tym dniu prowadzić miała 23 DP, zaś 55 DP rez. miała osłaniać ten atak i ewentualnie wziąć udział w rozwinięciu jego powodzenia. Tymczasem sytuacja 55 DP rez. znacznie się w czasie nocy pogorszyła i dopiero poszukiwano oddziałów 203 i 204 pp rez., by ściągnąć je z innych pozycji, co było już praktycznie niemożliwe. Kiedy załamał się polski atak na Tomaszów Lubelski zmontowany w pierwszej części nocy przez dowódca południowego zgrupowania Warszawskiej BPM ppłk. dypl. Wzacnego, do kolejnego, improwizowanego ataku przeszedł 11 pp, którym dowodził płk dypl. Gorgoń. Natarciem nocnym chciał on zdobyć wieś Rogoźno lecz oddziały zaległy pod ogniem nieprzyjacielskim. Brak map, noc i trudny teren spowodowały, że oddziały poodrywały się od swoich związków i pomieszały, co uniemożliwiło szybkie zorientowanie się w położeniu i przywróceniu porządku. W czasie natarcia, dołączyły do prawego skrzydła 11 pułku niektóre oderwane oddziały 55 DP rez., m.in. cześć 204 pp. rez, którego gros walczył pod Ulowem.

19 września:

Po nocnych walkach, w dowództwie 55 DP rez. nie wiedziano konkretnie jaka jest sytuacja w rejonie Ulowa i najbliższej okolicy. Wkrótce okazało się, że w Ulowie są już Niemcy. Dowódca dywizji płk Kalabiński, nię miał wciąż jeszcze nawiązanej łączności z pozostałymi macierzystymi oddziałami: 203 i 204 pp rez. Miał więc do dyspozycji praktycznie tylko 201 pp ppłk. Adamczyka i 3 psp ppłk. Czubryta, a raczej to co pozostało z tych pułków. Krwawe walki w rejonie Ulowa i Łuszczacza, które związały wszystkie siły dywizji trwały do zmroku. Tymczasem nocny atak na Tomaszów Lubelski jaki przypuściły pułki 23 DP załamał się w ogniu silniejszego nieprzyjaciela. Położenie stawało się bez wyjścia. Gen. Piskor nakazał kapitulować, ale gen. Szylling usilnie namawiał i polecał oddziałom aby na własną rękę poszukiwały wyjścia z niemieckiego kotła. Dowódca 55 DP rez. płk. Kalabiński nie zrezygnował jednak z próby dalszych walk i przebicia się w kierunku Lwowa. W nocy z 19 na 20 września, zarządził zbiórkę swych zdziesiątkowanych oddziałów w lesie między Zielonem a Ulowem. O zmroku tego dnia podjęto marsz drogą na północ od Ulowa na Pasieki-Maziły. Zbiórka zarządzona przez dowódcę dywizji przeciągała się do północy bowiem czekano do ostatniej chwili na 203 i 204 pp rez., które nie miały z dywizją łączności. Dowódca dywizji wezwał dowódce 201 pp rez. i przekazał mu ostatni rozkaz:

Pan Pułkownik z pułkiem swoim pójdzie w straży przedniej. Za panem pójdą resztki 203 pułku, artyleria, tabory i pozostały batalion 204 pułku. Zbiórka na drodze przy leśniczówce Zakucie, na południe od miejscowości Zielone. Tam stanie czoło kolumny, po czym marsz po osi: Łosiniec -Maziły. Będziemy się przebijać na południe od Tomaszowa, pomiędzy Tomaszowem a Narolem. Na Tomaszów idzie nasza 23 DP, na własną rękę, bo położenie jest już bez wyjścia. I my idziemy na własną rękę: jesteśmy okrążeni ze wszystkich stron. Jeżeli uda nam się przebić - maszerujemy do Lwowa.

20 wrzesień:

O świcie 20 września kolumna 55 dywizji piechoty rez. prowadzona przez dowódcę dywizji płk. Stanisława Kalabińskiego osiągnęła miejscowość Pasieki, po czym skręciła na południe drogą polna wschodnim stokiem wzgórza na Kniazie.

...już niemal o świcie [dołączyły] resztki (około 300 ludzi) 204 pułku piechoty...

który – jak wynika z relacji ppłka Eichlera - jeszcze o świcie 20 września miał wszystkie trzy bataliony.

"Wieczorem tego dnia (19.9 ) otrzymałem rozkaz dowódcy 55 DP rez. nakazujący przemarsz oddziałów do rejonu lasów hrebenowskich pod Rawą Ruską. Resztkami pułku, których trzon stanowił III baon, rozpocząłem już przed świtem 20.9.1939 marsz w nakazanym kierunku, na ogonie doraźnie sformowanej z różnych oddziałów kolumny. W rej. wsi Zielone daleki i niezbyt celny, ale demoralizujący ogień artylerii niemieckiej sprawił częściowe zamieszanie, spotęgowane powstrzymaniem czoła kolumny przez nieprzyjaciela. Rozeszła się również wieść, przekazana przez żołnierzy Warszawskiej Brygady Pancerno-Motorowej o rozkazie dowódcy armii, nakazującym rozwiązanie jednostek i niszczenie sprzętu. Na to postanowiłem wykonać już samodzielnie dany mi rozkaz marszu do lasów hrebennowskich. Idąc dalej, w lesie nieznanej mi miejscowości, spotkałem gen. Szyllinga. którego szef sztabu potwierdził wiadomość o losie armii... Już około południa, niedaleko wsi Paary, spotkałem również nieliczny i w podobnym stanie będący 201 pp rez. wraz z dowódcą. Wieś jednak była zajęta przez nieprzyjaciela, którego oddziały nasze we wspólnej walce odrzuciły.

[Wiktor Eichler - fragment relacji]

W rejonie Kniaź i Łosińca resztki pułków otrzymały wolną rękę, co do dalszego przebijania się w wyznaczonym poprzednio kierunku na Hrebenne.

Już około południa, niedaleko wsi Paary, spotkałem również nieliczny i w podobnym stanie będący 201 pp rez. wraz z dowódcą. Wieś jednak była zajęta przez nieprzyjaciela, którego oddziały nasze we wspólnej walce odrzuciły.

[Wiktor Eichler - fragment relacji].

W Paarach ppłk Eichler decyduje się na odłączenie od grupy ppłk Adamczyka, sądząc iż dwa mniejsze pododdziały mają więcej szans niż jeden większy, i maszeruje z resztkami swego pułku, do którego dołączyło wielu żołnierzy z innych pododdziałów, np. grupka żołnierzy KOP ppłk. Wójcika, do lasów hrebennowskich.

Poza tym, jak z relacji wynikało, ja również słyszałem osobiście 20.9 przed południem, że jakieś oddziały biły się jeszcze w lesie na wschód od Ulowa. Mogły to być oderwane i zabłąkane oddziały z 55 DP rez., nie mające z nikim łączności i kontaktu".

[Gen.Jagmin Sadowski]

Pod Ulowem siły 204 pp rez. zostały rozdzielone w boju i część żołnierzy dołączyła do 11 pp. Niecodziennym zrządzeniem losu po raz drugi w Kampanii Wrześniowej skrzyżowały się losy Piliczan i żołnierzy 11 pułku piechoty z Tarnowskich Gór. Resztki 204 pp rez.przedzierały się samotnie przez Narol do Hrebennego. Nic znalazłszy tam innych spodziewanych oddziałów, ani też nie mając już żadnych środków do dalszej walki, wobec niemal całkowitego wyczerpania się amunicji ppłk Eichler rozwiązał swój pułk.

Wieczorem dnia 21.9 weszliśmy do lasów Hrebenowskich. Położenie było bardzo trudne. Ostatnia walka spowodowała nowe straty w zabitych i rannych oraz również prawie całkowite wyczerpanie amunicji. Rannych, którym pomocy nie miałem czym opatrzyć, skierowałem pod opieką sanitariuszy do m. Narol, ewentualnie do pierwszego napotkanego oddziału z punktem sanitarnym,

W nocy z 22 na 23 września pod Ulowem, po naradzie oficerów sztabu, po stwierdzeniu niezdolności resztek dywizji do działania, dowódca 55 DP podjął decyzję o rozwiązaniu jednostki.

Spośród Piliczan biorących udział w Kampanii Wrześniowej polegli:

  • pchor. Stanisław Bauer l.22 [Pilica] [Na cmentarzu wojennym w Tomaszowie Lubelskim znajduje się mogiła strz. Stanisława Bauera poległego 24.09.1939 r. Nie udało mi się jednak ustalić czy jest to ta sama osoba. 204 pp walczył w tym czasie w tym rejonie jednak nie zgadzają się informacje o stopniu wojskowym.

  • szer. Antoni Broda l.18 [Pilica] [Walczył jako ochotnik w pułku podhalańskim

  • szer. Kazimierz Gajda [Pilica] l.21

  • por. Karol Hegner l.30 [Pilica]

  • ppor. Władysław Jeleń l.29 [Pilica]

  • szer. Piotr Kowalik l.25 [Pilica]

  • szer. Julian Szczerbiński l.30 [Pilica]  [Zginął 6 września 1939. Żołnierz Korpusu Ochrony Pogranicza. Pochowany w Bochni w zbiorowej mogile żołnierskiej na nieczynnym dzisiaj cmentarzu parafialnym św.Rozalii przy ul.Windakiewicza. Jego nazwisko jest wymienione na obelisku.

  • por. Marian Zagórski l.24 [Pilica] [Wg innego źródła l.29]

  • kpr. Franciszek Zyśk (l.22) [Pilica] [Jako miejsce śmierci podawany jest Majdan Wielki. Nie udało mi się dotychczas ustalić czy śmierć Franciszka Zyśka związana jest ze zbrodnią dokonaną przez żołnierzy niemieckich w Majdanie Wielkim w dniu 20 września kiedy to zamordowanych zostało 40 wziętych do niewoli Polaków.]

  • Józef Pająk [Kleszczowa]

  • Stanisław Sarwa [Kleszczowa]

  • Klimek Sikora [Cisowa]

  • Piotr Rus [Cisowa] [poległ pod Proszowicami 7 września ,prawdopodobnie w składzie 204 pp. Pochowany w kwaterze żołnierzy Armii "Kraków" na miejscowym cmentarzu]

  • Stanisław Żak [Kocikowa]

  • Stanisław Bonar l.22 [Pilica]

  • Franciszek Hat [Pilica] [Poległ 7 września 1939 pod Proszowicami walcząc w 204 pp. Pochowany w kwaterze żołnierzy Armii "Kraków" na miejscowym cmentarzu ]

  • Piotr Tkaczyk [Przychody]

  • Bolesław Kleczek [Siadcza]

  • Józef Śpiewakowski [Sierbowice]

  • Józef Antos [Sławniów]

  • Józef Drząszcz [Sławniów]

  • Piotr Pasierb [Sławniów]

  • Wacław Polan [Sławniów]

  • Piotr Banyś [Szyce]

  • Piotr Kowalik [Szyce]

  • Stanisław Major [Szyce]

  • Stanisław Wieczorek [Wierzbica]

  • Józef Zagała [Wierzbica]

  • Piotr Żyła [Złozeniec]

Nie udało mi się ustalić szczegółów dotyczących losów wszystkich wymienionych wyżej osób. Do niewoli dostali się walczący w Kampanii Wrześniowej:

  • Szymon Podworski

  • Jan Kubiczek

  • Eugeniusz Rybczyński

  • Roman Findziński

  • Jan Leszczyński

  • pchor. Antoni Fabjański [zmarł w roku 1944 w obozie jenieckim]

  • szer. Piotr Stępniak [zmarł w roku 1944 w obozie jenieckim]

Do niewoli dostali się i zostali zamordowani związani z Pilicą:

We wrześniu 1939 roku  walczyli:

  • por. Czesław Juliusz Ahrends

    Syn Stefana i Marii z d. Herde. Urodził się 29 stycznia 1915 roku w Wierbce. W 1934 roku uzyskał maturę w gimnazjum w Łomży i został skierowany do odbycia służby wojskowej w Szkole Podchorążych Rezerwy Kawalerii w Grudziądzu. W 1935 roku, rozpoczął studia na Wydziale Weterynarii Uniwersytetu Warszawskiego. W okresie studiów należał do Korporacji Akademickiej „K! Coronia”. W 1937 roku został awansowany na stopień podporucznika i otrzymał przydział mobilizacyjny do 5 Pułku Ułanów Zasławskich w Wojciechowicach na przedmieściach Ostrołęki. W sierpniu 1939 roku został zmobilizowany do macierzystego pułku działającego w składzie Podlaskiej Brygady Kawalerii. W pierwszych dniach września 1939 roku pułk walczył w składzie Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Polesie” osłaniającego granicę z Prusami Wschodnimi w rejonie Myszyńca. Czesław Ahrends został dowódcą plutonu do zleceń specjalnych w dowództwie pułku. 4 września 1939 roku ppor. Ahrends brał udział w wypadzie na terytorium wroga pod miejscowością Klarheim (Długi Kąt), gdzie został ciężko ranny w głowę tracąc lewe oko. Został przewieziony do szpitala w Łomży, a następnie pociągiem sanitarnym do szpitala polowego nr 303, który w tym czasie stacjonował się w Białymstoku. W trakcie transportu pociąg został zbombardowany przez Niemców. Szpital wojenny był ewakuowany przez Białystok, Baranowicze, Kobryń, Równe i Zdołbunów. 17 września 1939 roku transport sanitarny został zatrzymany przez Rosjan i skierowany przez Dubno do Równego. 18 września, Czesławowi Ahrendsowi udało się opuścić na własne żądanie szpital. Przez Białystok dotarł do Warszawy, gdzie wiosną 1940 roku zdał ostatnie egzaminy dyplomowe i w czerwcu 1940 roku rozpoczął pracę zawodową jako lekarz weterynarii w Lipsku nad Wisłą, w powiecie iłżeckim. Tutaj rozpoczął działalność konspiracyjną. Latem 1940 roku wstąpił do Związku Walki Zbrojnej. Przyjął pseudonim „Komar”. W późniejszym okresie pełnił obowiązki komendanta podobwodu „Lipa” AK w Lipsku nad Wisłą. Od lipca 1943 roku był członkiem oddziału zbrojnego ppor. Wincentego Tomasika ps. „Potok”, będąc jednocześnie szefem komórki kontrwywiadu AK. W 1945 roku na polecenie szefa kontrwywiadu Radomsko-Kieleckiego Okręgu AK osiedlił się się na Wybrzeżu rozpoczynając pracę jako powiatowy lekarz weterynarii w Tczewie. Jego dom był punktem przerzutowym dla oficerów AK udających ie na zachód. Czesław Ahrends działał w organizacji Wolność i Niezawisłość (WiN) na Wybrzeżu wraz z późniejszym generałem Antonim Hedą-Szarym, z którym łączyła go znajomość i zależność służbowa z okresu konspiracji w AK. Gen. Heda został aresztowany w 1948 roku. 22 września 1993 roku kierownik Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych przyznał Czesławowi Ahrendsowi uprawnienia kombatanckie z tytułu służby w okresie II wojny światowej w Armii Krajowej. 10 listopada 1990 roku Prezydent Rzeczypospolitej na Wychodźstwie awansował go do stopnia kapitana. Władze emigracyjne odznaczyły go: Krzyżem Armii Krajowej (1984), czterokrotnie medalem Wojska Polskiego (po raz pierwszy w lipcu 1948 roku). Postanowieniem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 12 maja 1995 roku Czesław Ahrends został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi w działalności polonijnej na terenie Królestwa Maroka.

  • Henryk Marian Śpiewakowski Urodził się 2 kwietnia 1915r. w Pilicy. Ukończył gimnazjum w Olkuszu. W latach 1934-1935 służył w Batalionie Podchorążych Piechoty w Różanie gdzie odbywał kurs unitarny. W latach 1935-1937 był słuchaczem Szkoły Podchorążych Artylerii w Toruniu. 1 X 1937 został promowany na stopień ppor. służby stałej artylerii z przydziałem do 2 pułku artylerii lekkiej w Kielcach. W latach 1937-1939 był dowódcą plutonu w 6 baterii II dywizjonu 2 pal. W kampanii wrześniowej 1939 walczył na stanowisku dowódcy 7 baterii III dywizjonu 55 pal rez. Dywizjon został przydzielony do walczącej na Kielecczyźnie grupy bojowej dowodzonej na przez płk B.Kowalczewskiego. Bateria została zniszczona w walkach z Niemcami w rejonie wsi Michałów.  Po zakończeniu kampanii wrześniowej 1939 przedostał się do Francji, potem do Wlk. Brytanii, gdzie służył w 1 dywizjonie artylerii ciężkiej w Szkocji. Zmarł 13 VII 1942. Pochowany został na Hill Cemetary w Edynburgu.

  • por. Stanisław Feliks Gruszczyński Urodził się dnia 25 X 1902 w Dobrej koło Pilicy (wówczas powiat Olkusz, obecnie powiat Zawiercie). Był młodszym synem Stanisława Floriana Gruszczyńskiego (1864-1930) i Zofii Heleny ze Stawnickich (1873-1944). Miał starszego brata, Franciszka Wojciecha Gruszczyńskiego (1899-1963). Uczył się m.in. w gimnazjum filologicznym Wincentego Szudejki w Częstochowie i w gimnazjum państwowym im. R. Traugutta w Częstochowie, gdzie 4 VI 1921 uzyskał maturę. W czasie wojny polsko-bolszewickiej służył jako ochotnik W.P. Od 27 VII 1920 w Baterii Zapasowej 7 pułku artylerii ciężkiej w Częstochowie - oddział telef. Od 14 X 1920 jako kanonier w Zapasowej Baterii 7 Pułku Artylerii Ciężkiej w Częstochowie. Od X 1921 Stanisław Gruszczyński był słuchaczem agronomii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Dnia 14 VI 1926 otrzymał dyplom inżyniera rolnictwa, a następnie uzyskał stanowisko inspektora w Małopolskim Towarzystwie Rolniczym i posadę w Izbie Rolniczej w Krakowie.Stanisław Gruszczyński dnia 14 VII 1927 rozpoczął służbę czynną w 8 pułku ułanów. Skierowany do Szkoły Podchor. Rezerwy Kawalerii w Grudziądzu. Od 25 VII 1927 do 25 IV 1928 przebywał na II-gim kursie szkoły podchorążych. [Praktyki odbywał w 20 pułku ułanów]. Od 26 IV 1928 do 20 IX 1928 pełnił służbę czynną w 9 Pułku Strzelców Konnych. Przeniesiony do Rezerwy Kawalerii wielokrotnie odbywał ćwiczenia aplikacyjne dla oficerów rezerwy kawalerii. Mianowany podporucznikiem rezerwy - dowódca plutonu kawalerii ze starszeństwem od dnia 1 I 1930. Mianowany porucznikiem rezerwy kawalerii ze starszeństwem od dnia 1 I 1936. Początkowo por. Gruszczyński otrzymał przydział ewidencyjny do 20 Pułku Ułanów im. Króla Jana III Sobieskiego, następnie do 3 pułku Ułanów Śląskich. 4 V 1939 r. otrzymał przydział i kartę mobilizacyjną do 8 Pułku Ułanów ks. Józefa Poniatowskiego w Krakowie - Zakrzówku. W obliczu wojny został zmobilizowany i wyruszył ze swoim 8 Pułkiem w stopniu porucznika rezerwy kawalerii. Pełnił funkcję dowódcy II plutonu w 3 szwadronie. Przebył szlak bojowy m.in. przez Pradła, Szczekociny, Jędrzejów, Kromołów (dziś dzielnica Zawiercia), Żerkowice (gm. Iwanowice). Uczestniczył w 11 bardzo ciężkich bitwach (wg przekazu ustnego rodziny). W dniu 28 IX 1939 dostał się do niewoli niemieckiej koło Medyki, niedaleko Przemyśla. Przetrzymywany był w obozach jenieckich: Przemyśl, Radymno, Jarosław, Nowy Sącz, na koniec Sowliny koło Limanowej. Jesienią 1939 Krakowska Izba Rolnicza zwróciła się do Oberkomendanta tego obozu o uwolnienie inż. Gruszczyńskiego z uzasadnieniem, że jego obecność i praca w Izbie są niezbędne. Został zwolniony w zimie 1940 i kontynuował pracę w Izbie Rolniczej w Krakowie. Jednocześnie por. Gruszczyński podjął działalność konspiracyjną w ZWZ/AK. Wiadomo, że pełnił m. in. funkcję oficera łączności Placówki ZWZ/AK Pilica w Obwodzie Olkusz ZWZ-AK w Okręgu Kraków. Został zdekonspirowany i w czerwcu 1944 roku aresztowany przez Niemców w Krakowie. Początkowo został osadzony w obozie w Płaszowie, a potem w K.L. Groß-Rosen; numer obozowy 7732. Wobec zbliżania się frontu deportowany wraz z innymi więźniami, w słynnych marszach śmierci, z Groß-Rosen do Dory. W obozie Mittelbau - Dora przebywał od dnia 12 II 1945 i nosił numer obozowy 116342. Tam był skierowany do podobozu „Hans” w Harzungu koło Dory. Wskutek zapalania płuc został przeniesiony do obozowego lazaretu, gdzie zmarł w dn. 3 IV 1945. Pochowany w zbiorowej mogile. Obóz wyzwoliły wojska amerykańskie 11-go kwietnia 1945. Rodzina ufundowała Stanisławowi Gruszczyńskiemu tablicę pamiątkową w kościele oo. Reformatów w Pilicy.

Paweł B. Gruszczyński, bratanek

  • Władysław Moes. Był oficerem rezerwy Wojska Polskiego. Brał udział w akcja zajęcia Zaolzia. We wrześniu 1939 roku, po ogłoszeniu mobilizacji, Władysław Moes, wówczas w stopniu ppor rezerwy, udał się do Dębicy gdzie funkcjonował Ośrodek Zapasowy Krakowskiej Brygady Kawalerii, w którym z żołnierzy rezerwy formowano oddziały kierowane na front jako uzupełnienie jednostek Brygady. Do Brygady, która walczyła w składzie armii „Kraków” dołączył 9 września w okolicach Baranowa. Został przydzielony do improwizowanego dywizjonu konnego pod dowództwem mjr Jana Sroczyńskiego. Dywizjon ten został sformowany z żołnierzy różnych jednostek i wszedł w skład Krakowskiej Brygady Kawalerii w miejsce 8 pułku ułanów, który w walkach pod Szczekocinami [3-4 września] odłączył się od jednostki. Władysław Moes otrzymał funkcję oficera młodszego tego dywizjonu. Za walki pod Baranowem w dniach 10-11 września i pod Tomaszowem Lubelskim 17 września, w których jak napisano we wniosku "jako dowódca  4 szwadronu wyróżnił się odwagą i dzielnością" został przedstawiony do oznaczenia Krzyżem Walecznych. Sytuacja na froncie i obsada stanowisk w jednostkach zmieniały się dynamicznie. Nie znalazłem na razie informacji czy był to 4 szwadron wspomnianego dywizjonu mjra Sroczyńskiego czy 4 szwadron macierzystej jednostki. Po bitwie pod Tomaszowem Lubelskim 5 Pułk Strzelców Konnych skapitulował 19 września w okolicy Ulowa a Władysław Moes dostał się do niewoli. Nieznane są mi przyczyny, dla których na tablicy umieszczonej na grobowcu Moesów na starym cmentarzu przy kościele św.Piotra w Pilicy pojawiła się informacja o jego udziale w bitwie nad Bzurą toczona przez armie „Pomorze” i „Poznań”. Według informacji uzyskanej od rodziny tablice tę ufundowali koledzy Władysława Moesa. Niepotwierdzone są informacje o jego działaniu w czasie okupacji w strukturach wywiadowczych VII Obwodu Okręgu Warszawskiego AK "Obroża" oraz w ekspozyturze granicznej w Olkuszu i w placówkach w Pilicy i Udorzu. Napis na grobowcu „cztery i pół roku w niewoli niemieckiej” sugeruje, że Władysław Moes trafił do niewoli później niż we wrześniu 1939 roku. Założenie,że mógł zostać zwolniony z oflagu przed końcem wojny wydaje się nieprawdopodobne. Płk Stanisław Brożek,działający podczas okupacji w pilickich strukturach BCh, w swoich wspomnieniach napisał o Władysławie Moesie: [...] brał udział w wojnie 1939 r. i dostał się do niewoli niemieckiej. W oflagu odwiedzili go krewni Niemcy, oficerowie wysokiej rangi, proponując zwolnienie za cenę przyznania się do narodowości niemieckiej. Odpowiedział, że jest oficerem Wojska Polskiego i będzie dzielił los swoich kolegów-oficerów. Do końca wojny przebywał w obozie jenieckim [...]

  • Aleksander Moes junior [ur. 23.02.1899r.,syn  Aleksandra i Janiny z Miączyńskich]  był  porucznikem rezerwy i miał wydany przez PKU Częstochowa przydział mobilizacyjny do  3 pułk ułanów. Pułk wziął udział w kampanii wrześniowej w składzie Krakowskiej Brygady Kawalerii. O udziale Aleksandra Moesa w kampanii wrześniowej nie mam informacji.

  • Kpt.Otrębski Antoni. Ur. 3.01.1891r. Pierwszy komendant pilickiej POW. W 1921 w stopniu ppor służył w Wileńskim pp. Wileński Pułk Strzelców (późniejszy 85 Pułk Strzelców Wileńskich) wchodząc w skład 1 Dywizji Litewsko-Białoruskiej walczył w czasie wojny z bolszewikami 1919–1920. Kpt. Otrębski dwukrotnie otrzymał Krzyż Walecznych, Medal Niepodległości oraz Krzyż Zasługi Wojsk Litwy Środkowej. 1 lutego 1921 awansowany na stopień porucznika. Wg „Rocznika Oficerskiego 1923” Antoni Otrębski w stopniu porucznika służył w 11 pp.  We wniosku o awans na stopień kapitana znalazła się opinia:27 marca 1933 [...] bardzo dobry bojowy oficer dwukrotne odznaczony KW i MN. Ostanio, około dwóch lat, dowodzi kompania strzelecka osiągając bardzo dobre wyniki pod względem i wyszkoleniowym i dowodzenia.Na awans i wyróżnienie w zupełności zasługuje [...] D-ca 11 pp płk piech. Leonard Samborski. W tym czasie A.Otrębski był dowódcą 8 komp.11 pp. Z opisanego we wniosku przebiegu służby wynika,że A.Otrębski na froncie (wojna polsko-rosyjska) był dowódcą plutonu (9 miesięcy), adiutantem batalionu (1 miesiąc) i dowódcą kompanii (15 dni). W okresie pokoju był dowódcą plutonu (42 miesiące), ..... [rękopis nieczytelny] (37 miesięcy), d-cą kompanii (21 miesięcy)Wg „Rocznika Oficerskiego 1932” służył nadal w 11pp.  W walkach we wrześniu 1939 roku brał udział Oddział Zapasowy 11 pp, który w dniu 3 września odjechał ze Szczakowej na wschód, kierując się do tarnowa gdzie miał mieścić się Ośrodek Zapasowy 23 Dywizji Piechoty mobilizowany przez KZP „Tarnów”. Dowódca ośrodka był ppłk Henryk Kowalówka, pokojowy kwatermistrz 73pp. Batalionem nadwyżek 11pp dowodził dowódca ppłk Boski a zastępcą był kpt. Antoni Otrębski. Mimo bombardowań transport dotarł do Tarnowa, skąd skierowany został pod Lwów. W miejscowości Biłohoryszcza pod Lwowem oddział podzielił się na dwie części. Pod nieobecność płk. Boskiego, który się odłączył od transportu, część oddziału pod dowództwem kpt. Antoniego Otrębskiego (90 oficerów i 100 szeregowych) udała się przez Lewandówkę na Lwów, skąd podstawionym transportem przewieziona została do Kołomyi i wobec biegu wydarzeń 19 września przekroczyła granice Rumunii. Dalszych losów kpt.Otrębskiego nie udało mi się jeszcze ustalić.

  • Mjr. Stolarski Eugeniusz Mieczysław. Ur.30.05.1893 Komendant pilickiego obwodu POW. W 1921 był ppor Wileńskiego pp. Według „Rocznika Oficerskiego 1932” porucznik intendentury OZG III oddelegowany jako oficer kasowy do 3 pułku artylerii ciężkiej. W roku 1932 w stopniu kapitana intendentury służył w sztabie 23 DP w Katowicach. W kampanii wrześniowej walczył w składzie tej dywizji. lipca 1940 w Elliock w hrabstwie Dumries, jeszcze przed oficjalnym podpisaniem umowy polsko-brytyjskiej, rozpoczęto formowanie Kanadyjskiej Brygada Strzelców pod dowództwem płk. dypl. Stanisława Sosabowskiego. W jej skład weszli oficerowie z 4 Dywizji Piechoty ewakuowanej z Francji. 23 sierpnia 1940 gen.Sikorski powołał kolejne brygady kadrowe strzelców a Kanadyjska Brygada Strzelców została przemianowana na 4 Brygadę Kadrową Strzelców. Szefem intendentury tej jednostki był mjr Eugeniusz Stolarski. Nie mam informacji o jego dalszych losach. Gen. Sikorski w październiku 1941 przemianował 4 Brygadę Kadrową Strzelców na 1 Samodzielną Brygadę Spadochronową, która wsławia się w 1944 roku walkami pod Arnhem podczas operacji „Market-Garden”.

  • W kronice Zespołu Szkół w Wierbce znajduje się kartka wysłana przez chor.Piotra Szotę w lipcu 1942 roku, z obozu jenieckiego Woldenberg   [fot. obok]. Adresatem był ówczesny kierownik szkoły p. Władysław Kwiecień. Nadawcą był prawdopodobnie chorąży Piotr Szota, który od 15 września 1939 r.  był oficerem żywnościowym II batalionu 84 pułku strzelców poleskich. Zgadza się imię, nazwisko i stopień wojskowy. Innego żołnierza o takich personaliach nie udało mi się znaleźć. Przed wojną 84 pp stacjonował w Pińsku. W kampanii wrześniowej 1939 pułk walczył w składzie 30 Dywizji Piechoty Armii "Łódź" przechodząc szlak bojowy od Warta i Widawki przez  Działoszyn - Szczerców - Słupia - Mszczonów - Nadarzyn - Modlin.  Piotr Szota w kampanii wrzesniowej został odznaczony Krzyżem Walecznych.
  •  Franciszek Kończyk, kawalerzysta, żołnierz wojny obronnej w 1939 roku. 

Gazeta Krakowska.Wrzesień 1939

 Stanisław Fabjański *:  "Wspomnienie z walki Wojska Polskiego, toczonej w Kolbuszowej".

Gdy l września 1939 roku wybuchła wojna i władze polskie ogłosiły mobilizację, ja jako podoficer sanitarny, byłem zobowiązany stawić się w mojej jednostce wojskowej, w 2 pułku Piechoty Legionów w Pinczowie, albo w Rejonowej Komendzie Uzupełnień w Miechowie, żeby uzyskać przydział do obrony kraju. Pożegnałem więc żonę, rodziców, dwuletniego synka, opuściłem dom, drogerię, wytwórnię wód owocowo-gazowych i udałem się pieszo, wobec braku komunikacji do RKU w Miechowie. Komendy jednak tam już nie zastałem. Ewakuowała się bardziej na wschód, rzekomo do Działoszyc. W Działoszycach jej także nie zastałem, ale natknąłem się na dwóch moich młodych kuzynów, z którymi był kierownik mleczarni z Pilicy. Razem udaliśmy się do Nowego Korczyna, tuż przed nadciągającą masą polskiej kawalerii. Stąd już przy boku rozproszonych jednostek wojskowych, pomaszerowaliśmy do Starego Korczyna, Szczucina i do Mielca. W Mielcu spotkaliśmy dużo różnych jednostek wojskowych. Byli wsród nich trzej moi znajomi z Pilicy, a to plut. Tadeusz Niezręcki, kpr. Kazimierz Kubiczek i kpr. Franciszek Sośnicki. Chociaż nie znalazłem mojej jednostki, zameldowałem się u dowódcy i zostałem przyjęty jako podoficer sanitarny. Dano mi jakąś drelżchową bluzę i pomaszerowaliśmy do Kolbuszowej, z myślą o Rzeszowie, czy Sokołowie. W dniu 9 września przed południem, przyszliśmy do Kolbuszowej. Nastapił postój dla spożycia obiadu. W międzyczasie dowiedziałem się, że nasz patrol miał przyłapać niemieckiego oficera, ubranego w polski mundur wojskowy, mającego radiostację nadawczo-odbiorczą. Byliśmy na rynku, gdzie znajdowali się i inni ludzie, zwłaszcza uciekinierzy. Nagle usłyszeliśmy strzały i wołanie, że od strony Tarnowa jadą do rynku niemieckie czołgi i samochody pancerne. Zaraz potem rozpoczęła się ciężka walka, huk, hałas, dym, istne piekło. Ja dzieki Bogu, znajdowałem się akuratnie w bocznej ulicy, prowadzącej do Sokołowa. Od tamtej ulicy szła pod górkę polna droga i ja z kuzynam, pobiegliśmy nią. W głebi, z boku drogi stał w polu osobny dom. Ja z kuzynami doczołgałem się do tego domu, a inny kolega ukrył się w stogu siana, stojącym koło domu. W pobliżu, w odległości około 300 m, widać było las. Do domu wnet przypełzło także dziesięciu naszych żołnierzy. W domu było już dużo cywilów, kobiet, mężczyzn ż dzieci. Żołnierze zaraz rozbroili się, nie widząc możliwości dalszej walki. Ja także zdjąłem drelichową bluzę. Dom stał w strasznym obstrzale niemieckim. Okna i drzwi były bardzo podziurawione, a my chroniliśmy się, jak mogliśmy, leżąc pod ścianami i po kątach. Byliśmy zupełnie bez wyjścia. Dzieci płakały, a kobiety i mężczyzni modlili się gorąco o ratunek. Niemcy jakby naumyślnie strzelali do tego domu. Zapalił się stóg siana, w którym siedział nasz kolega. On wyskoczył z niego i biegł na podwórze domu. Tymczasem do domu podchodzili Nżemcy, strzelając po drodze z automatów. Widząc ich, nasz kolega, w białej koszuli i wojskowych spodniach, podniósł ręce do góry. Niemcy przestali strzelać. Gospodarz domu wysunął przez drzwi biały ręcznik na znak, że się poddajemy. Jeszcze baliśmy się, żeby Niemcy nie wrzucili nam granatów, bo wtedy moglibyśmy wszyscy zginąć. Niemcy stojąc pod domem wołali, żebyśmy wychodzili z niego pojedynczo, z podniesionymi rękami. Wychodziiśmy. Na podwórzu oddzielili osobno kobiety i dzieci, osobno mężczyzn o wygladzie cywilów i osobno o wyglądzie wojskowego. Ja znalazłem się wśród cywilów. Kazano nam położyć się na ziemi twarzą do niej. Żołnierzy ustawili w rzędzie i my baliśmy się, że ich rozstrzelają. Ale ich tylko zrewidowali. Potem kazali kobietom i dzieciom zostać na miejscu, a nas mężczyzn prowadzili pod eskortą z rekami do góry, do rynku. Przyszliśmy do rynku około godz. 10°°. Był on cały zapełniony ludźmi. Byli wśród nich ż księża z plebani. Wnet nas, zebranych otoczyły niemieckie czołgi i samochody pancerne. Przed nimi stanął oficer i powiedział, że Polska przegrała wojnę, że ziemie polskże będą niemieckie po wieczne czasy. Gdy słuchałem tych słów, myślałem sobie - ty zarozumiały Szwabie. Przecież tak nie pozostanie, to nie jest pierwsza wojna z wami. Inne wojny przegraliście, to i te przegracie. A przemawiający Niemiec kazał nam podnieść rękę do góry na znak, że życzymy Niemcom dalszych zwycięstw. Powiedział także, że nam z rynku nie wolno się rozchodzić, że wszyscy mieszkańcy domów także mają z nich wyjść, a jak kto nie wyjdzie, to będzie albo zastrzelony albo spalony. Wnet po tych słowach czołgi i samochody zaczęły odjeżdżać z rynku w ulicę, wiodącą do Sokołowa. Niektórzy z wojskowych strzelali do budynków ze wschodniej strony rynku, zapalając je. Domy zaczęły się palić także poza rynkiem. W tłoku, pośród ludzi, leżeli dwaj ranni żołnierze polscy. Ja miałem apteczkę sanitarną i zacząłem ich opatrywać. Jeden ranny był w noge, drugi w brzuch. Za chwilę przyszli, Niemiec z automatem na piersi i dwaj polscy żołnierze, teraz już jeńcy i zabrali obydwóch rannych, na noszach do jakiegoś punktu sanitarnego. Nie wiem, czy ten ranny w brzuch mógł przeżyć. Był wieczór. Znalazłem się blisko studni, będacej na środku rynku, majacej poidło dla bydła. Rozmyślałem, jak by tu uciec? Najpierw postanowiłem zniszczyc dokumenty jakie posiadałem przy sobie, książeczkę wojskową, świadectwo ukończenia szkoły podoficerskiej i inne. Było mi ich żal, ale uważałem, że tak będzie lepiej. Pragnąłem powrócić do domu. Podarłem więc dokumenty na drobne skrawki i wyrzuciłem koło studni, gdzie chyba, rósł jakiś krzew. Na razie, w czasie dalszego pobytu na rynku, przypatrywałem się w świetle pożaru, zebranym tam ludziom, Polakom i Żydom. Jedni stali, inni siedzieli, klęczeli czy leżeli. Księża i nie tylko oni, modlili się. Niektórzy ubolewali nad zniszczeniem ich dobytku. Chciałem uciekać, ale byłem zmęczony i zmorzył mnie sen. Ocknąłem się, gdy był już świt. Zauważyłem, że na rynku jest o wiele mniej ludzi, niż było poprzedniego dnia. Rynek obchodził niemiecki patrol. Podszedłem do niego i zapytałem, znając trochę język niemiecki, kiedy zostaniemy zwolnieni? Usłyszałem odpowiedz, że na razie nie ma rozkazu. Gdy patrol odszedł, podszedłem do małej uliczki, znajdującej się pomiędzy domami, a wiodącej w kierunku północno-zachodnim, w strone Mielca. Ludzie byli na niej. Była niedziela, szli do kościoła. Wróciłem do moich kuzynów i powiedziałem im, żebyśmy starali się uciekać, że ja niespostrzeżenie dla patrolu pójdę pierwszy, a oni pojedynczo mają iść za mną. Udało się. Dostałem się do uliczki i moi kuzyni także. Poszliśmy za kościół. Na całej ulicy był straszliwy widok. Leżały na niej poprzewracane wozy wojskowe, rozbebeszone konie ze wzdętymi brzuchami, stały działa i leżały ciała zabitych żołnierzy. Niedaleko za cmentarzem było pole, błonie, a na nim znajdowała się duża gromada Żydów, mężczyzn, kobiet i dzieci. Dzieci płakały z powodu zimna i głodu. My szliśmy szybko dalej. Po jakimś czasie zobaczyliśmy polskie wojskowe wozy, tabory, niezupełnie jeszcze rozbite z końmi. Nikt ich nie pilnował. Chłopi z sasiednich domów zabierali je. My przyglądaliśmy się temu przez chwilę, potem powiedzieliśmy sobie, że trzeba nam zabrać jeden wóz i parę koni, że mamy tak daleką drogę do domów, więc szybciej ją przejedziemy niż przejdziemy, jeśli Niemcy nam nie przeszkodzą. Wzięliśmy jeden lekki wóz i konie i ruszylismy naprzód, modląc się w duchu, żeby nie spotkać Szwabów. Gdy było możliwe, zjeżdżaliśmy na polne drogi. Po drodze wzięliśmy na wóz wędrujacych rozbitków. Jeden z nich bolał, że był na uciekinierce swoim wozem i końmi i Niemcy zabrali mu to wszystko. My pocieszaliśmy go, że dobrze że żyjemy, że jedziemy końmi, że one nam nie będą potrzebne i on je sobie weźmie, jak szczęsliwie zajedziemy do domów. I tak się stało Zajechaliśmy do domów i dziękowaliśmy w nich Panu Bogu za szczęśliwy powrót do swoich. Ale bitwę w Kolbuszowej zapamiętałem do końca życia. Chcę dodać, że trzej moi wojskowi, których spotkałem w Mielcu przed marszem do Kolbuszowej i dziięki nim znalazłem się w oddziale, który przyszedł do Kolbuszowej i walczył w niej, dostali się w Kolbuszowej do niewoli niemieckiej, ale przeżyli ja i powrócili po wojnie do domów. Ja po wojnie nie raz postanawiałem sobie pojechać do tego miasta, oglądnąć je, porównać z tym, co zapamiętałem. Ale rodzina moja po wojnie powiększyła się, rodzice nas opuśili na zawsze, trzeba było remontować dom, pracować już nie we własnej drogerii, bo w tym ustroju socjalistycznym mieć jej nie mogłem, dzieci chować, kształcić. Potem zaczęło się psuc zdrowie.I tak zeszło. Często jednak jestem w Kolbuszowej myślami, współczuję jej z powodu przejść wojennych i życzę rozwoju. Oby więcej nie zaznała wojen.

*Stanisław Fabjański. Urodził się w 1905 r. w Pilicy. Skończył cztery klasy gimnazjum i w latach 1927-1928 odbył służbę wojskową podczas której we Lwowie skończył Podoficerską Szkołę Sanitarną. W cywilu ukończył kurs pracowników drogerii i sklepów higieniczno-lekarskich. Najpierw pracował w aptekach, a potem założył w Pilicy własną drogerię. Ożenił się, miał syna. Nie został zmobilizowany. Po 1 września chciał zgłosić się w swojej jednostce wojskowej, ale już jej nie zastał w garnizonie. Udał się w ślad za nią i dotarł aż do Mielca, gdzie przyłączył się do 4 Krakowskiego Batalionu Fortecznego, z którym dotarł do Kolbuszowej gdzie przeżył bitwę o miasto. Swoje przeżycia spisał w roku 1989. 

 

O losach pozostałych Piliczan biorących udział w kampanii wrześniowej brak jest szczegółowych informacji. Będę wdzięczny za wszelkie uzupełnienia lub sprostowania  informacji.