Wiktor Feliks Szokalski

O Pilicy » Żyli wśród nas » Goście » Wiktor Feliks Szokalski

Urodził się 15 grudnia 1811 w Warszawie. Rodzicami byli Justyna z Rogozińskich i Antoniego Szokalskiego. 30 września 1828 roku po Ukończył Liceum Warszawskie i w 1828 roku za namową ojczyma, dr Kowszewicza, zapisał się na wydział lekarski Uniwersytetu Królewsko -Aleksandrowskiego (Dzisiaj Uniwersytet Warszawski). Wziął udział w powstaniu listopadowym jako żołnierz Gwardii Honorowej oraz podlekarz 13 i 17 pułku piechoty liniowej. Odznaczony został Złotym Krzyżem Virtuti Militari. Po upadku powstania wyjechał za granicą gdzie kontynuował studia medyczne na Uniwersytecie w Giessen w Księstwie Heskim. W 1834 roku uzyskał tytuł doktora medycyny, chirurgii i akuszerii. Do 1836 roku kontynuował studia na uniwersytetach w Heidelbergu i Würzburgu . W 1837 przeniósł się do Paryża, gdzie został asystentem profesora Jules′a Sichela w jego prywatnej klinice. Aby potwierdzić dyplom niemiecki musiał studiować i uzyskać tytuł doktora medycyny na uczelni francuskiej. Od 1840 wykładał oftalmologię. W 1844 został lekarzem dobroczynności w VII okręgu Paryża. Towarzystwo Lekarzy Polskich. Wraz z Funarim redagował czasopismo L'Esculape. Ożenił się z Niemką. Założył towarzystwo lekarzy niemieckich i został jego pierwszym przewodniczącym. W 1847 roku objął kierownictwo szpitala w Alice Sainte Reine w Burgundii pracując jednocześnie na stanowisku lekarza kolei żelaznych linii Paryż-Lyon. Pozostawał w kontakcie ze stronnictwem księcia Adama Czartoryskiego i w 1848 wyjechał z jego ramienia z misją polityczną do Nadrenii. W 1850 roku wydział lekarski Uniwersytetu Jagiellońskiego powołał go na świeżo utworzoną katedrę oftalmologii. Władze austriackie nie zatwierdziły tej nominacji. W 1853 roku uzyskał zgodę na powrót do Warszawy. Musiał zdać egzaminy potwierdzające jego wykształcenie medyczne. Rada Lekarska Królestwa przyznała mu stopień doktorski a Instytut Oftalmiczny zatrudnił go jako lekarza konsultanta. W 1858 został lekarzem naczelnym tego instytutu. W 1857 roku został sekretarzem Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego. W latach 1865-1868 był członkiem Rady Lekarskiej Królestwa Polskiego. W latach 1857-1862 wykładał fizjologię w Akademii Medyko-Chirurgicznej w Warszawie, a w latach 1861-1871 profesorem oftalmologii i otiatryki w Szkole Głównej w Warszawie. Był członkiem licznych towarzystw naukowych belgijskich, holenderskich, francuskich, niemieckich, węgierskich, czeskich i polskich, w tym Akademii Umiejętności w Krakowie. W latach 1880-1891 był członkiem honorowym Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. W latach 1861-1863 opublikował w dwutomową pracę, liczącą blisko tysiąc stron, Fantazyjne objawy zmysłowe, (Tom I. Sny, widzenia i przywidzenia. Kraków 1861; Tom II. Senne marzenia. Kraków 1863), która pozwala zaliczać go do prekursorów koncepcji nieświadomości. Jest również autorem: Początek i rozwój umysłowości w przyrodzie. (Warszawa 1885). Zmarł 6 stycznia 1891 w Warszawie.

Jego pamiętnik, „Wspomnienia z przeszłości”, został wydany w 1914 roku. Znalazł się w nim opis jego wakacyjnej wycieczki, która odbył w 1828 roku, po zdaniu egzaminów na Uniwersytet Warszawski. Jej trasa biegła przez Miedzianą Górę, Kielce, Chęciny, Jędrzejów, Pińczów, Busko, Miechów, Wolbrom i Smoleń i Pilicę. […] Wszystko to, co mi wówczas przechodziło przez głowę, otwierało przede mną nieznane mi dotąd horyzonty myśli, na których chaotycznie wyskakiwały nowe zupełnie pojęcia, i ani spostrzegłem, że szedłem drogą, po obu stronach obstawioną bardzo pokaźnymi domkami, wpośród ogrodów, stanowiących wieś niezwykłej długości. Byłem w Smoleniu, nie wiedząc nawet, jakem tam zaszedł. Naraz stanął przede mną prześliczny krajobraz: ogromny cudownych łąk przestwór, w głębi nad stawem wdzięcznie uśmiechające się miasteczko, a na stromej skale, ponad łąkami stojącej, zwaliska Smoleńskiego zamku, uwieńczone prześliczną okrągłą wieżą, otoczoną nieprzejrzanym oceanem leśnej zieleni. Zwalisko nie było obszerne, ale niezwykle powabne. Na środku podwórza znajdowała się studnia, ale nie tak głęboka, jak w Chęcinach, a na wysokości pierwszego piętra obszerne wejście do wieży, do której można było łatwo się dostać po zwaliskach murów. W wieży stała drabina, służąca do rozmiarów tryangulacyjnych, które wówczas właśnie przedsiębrał sztab główny wojskowy. Wszedłem na nią bez trudu, chociaż brzydko pode mną trzeszczała. Wzrok mój ogarnął kilkumilowy lesisty przestwór, z rozsianemi wśród niego wioskami. Zaszedłem potem na łąkę i, usadowiwszy się pod kępą brzóz, naszkicowałem sobie zwaliska, które mnie swym wdziękiem nęciły. Miasteczko przyległe z Pilicą bardzo wówczas przedstawiało się schludnie ze swemi białemi domostwami, bezładnie rozsianemi nad stawem, z którego rzeka Pilica wypływa. Bardzo mi się podobał ładny kościółek wśród gaju lip starych, których cień gęsty budził w sercu wrażenie jakiejś tajemniczej świętości. Był tam jeszcze pałacyk w stylu francuskim zeszłego stulecia za żelazną kratą, lecz odrapany i opuszczony, stojący pustkami. Nie zatrzymując się dłużej w miasteczku, puściłem się do oddalonego o małą milkę Ogrodzieńca, dokąd mnie z wierzchołka Smoleńskiej wieży dojrzane obszerne zwaliska starego zamku Bonerów wabiły […] W Pilicy osiadła później jego matka, Justyna z Rogozińskich, primo voto Szokalska, wraz z ojczymem, doktorem Kowszewiczem. […] Listy zaś, które od matki otrzymywałem, wszelkie polityczne stosunki przemilczały, jak najzupełniej. Dowiedziałem się z nich, że ojczymowi, po powrocie z Prus, ofiarowano miejsce lekarza ordynującego w szpitalu Ujazdowskim, w tym samym stopniu i z tem samem wynagrodzeniem, jak przedtem, jeśli wejdzie do służby rosyjskiej, ale na to zgodzić się nie chciał. Wolał przenieść się do miasteczka Pilicy w Krakowskiem, o którem w mojej podróży piechotnej wspomniałem, i tam rozpocząć praktykę [...]