Powódź Tysiąclecia. 1997 r.

O Pilicy » Przyroda » Powódź Tysiąclecia. 1997 r.

Do ponad dwustu budynków na terenie gmin Pilica i Żarnowiec wdarła się woda podczas ubiegłotygodniowych burz. Wzdłuż koryta Pilicy utworzyły się rozległe rozlewiska. Straty liczą właściciele domów, rolnicy i samorządy. Największe szkody poczyniła jednak nie wylewająca Pilica, lecz potężna fala wody schodząca ze wzgórz po intensywnych opadach deszczu. W wartką rzekę zamieniła się np. w Wierbce droga prowadząca z boiska piłkarskiego w dół, do centrum miejscowości. W kilku miejscach zniszczona została asfaltowa nawierzchnia szosy.

- Poziom wody bardzo szybko się podnosił. Czekaliśmy tylko, kiedy woda zacznie zalewać mieszkania - mówi Karolina Krasucka z Wierbki. - Prąd wody był tak rwący, że zabierał wszystko po drodze.

- Pierwsza dotarła do nas informacja, że Pilica zalewa drogę z Wierbki do Maleszyna i przedostaje się na sąsiednie posesje - relacjonuje starszy kapitan Marek Fiutak, dowódca JRG Zawiercie. - Natychmiast na miejsce wysłane zostały zastępy straży zawodowej oraz jednostki ochotnicze wchodzące w skład Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego.

Przed przybyciem strażaków rolnicy samodzielnie ewakuowali z dwóch zalewanych gospodarstw inwentarz, przeprowadzając zwierzęta ze stojącej w wodzie obory do wyżej położonej stodoły. Ratownicy za pomocą koparki przerwali w trzech miejscach wały przeciwpowodziowe. Woda rozlała się po okolicznych łąkach, ale nie podtopiła gospodarstwa.

- W ten sposób uchroniono m.in. przed zalaniem parterowy budynek dawnego młyna wodnego - wyjaśnia Marek Fiutak.

Kataklizm dotknął również Udorz. Niewielka, mająca zazwyczaj nie więcej jak pół metra szerokości Udorka, nagle zmieniła się w rzekę, którą szła niemal 3-metrowa fala wody i błota. Samodzielnie ewakuowały się rodziny z czterech domów. Letniskowa kolonia "Na Skarpie" błyskawicznie pokryła się warstwą szlamu. Mieszkańcy szybko jednak przystąpili do usuwania szkód i w piątek już tylko pootwierane okna w suszonych budynkach przypominały o powodzi.

- Oprócz czterech domów w Udorzu ewakuowano również mieszkańców gospodarstwa w Łanach Wielkich. Tylko jeden z nich był domem całorocznym, pozostałe to letniskowe dacze, których właściciele wyjechali do swoich mieszkań - twierdzi pracownica Ośrodka Pomocy Społecznej w Żarnowcu. - Wszyscy poszkodowani otrzymają z naszego ośrodka zasiłki celowe. Na razie nie jest jeszcze znana ich wysokość.

Na terenie gminy Żarnowiec zalanych zostało 35 gospodarstw oraz aż 130 stodół i obór. Pod wodą znalazło się również 3 tys. ha terenów rolniczych. Uszkodzone (podmyte stopy fundamentowe) zostały trzy mosty na Pilicy w Woli Libertowskiej i Łanach Małych.

- Na płaskim terenie woda w naturalny sposób rozlała się bardzo szeroko. Od czwartku powoli zaczęła spływać do Pilicy - wyjaśnia Marek Fiutak. - Natychmiast rozpoczęliśmy akcję wypompowywania wody z budynków. Na terenach zalewowych, głównie w gminie Żarnowiec, pompowanie zacznie mieć sens, gdy opadnie poziom wód gruntowych. Inaczej woda będzie cały czas przesiąkać pod fundamentem.

Do akcji wypompowywania wody ruszyło w czwartek kilkanaście zastępów PSP i kilka OSP. Ratowników z Zawiercia wspierali m.in. wyposażeni w pompy szlamowe ,zawodowcy" z Będzina, Chorzowa, Częstochowy, Gliwic, Sosnowca, Rudy Śląskiej i Zabrza.

- Każda jednostka z zewnątrz dostawała przewodnika znającego teren. Wyżywienia ratownikom zapewniły samorządy - mówi Marek Fiutak.

W ciągu kilku godzin udało się usunąć wodę z ponad stu budynków. Inne cały czas otoczone były wodą. Pozostawali w nich jednak mieszkańcy. Tak było m.in. w Woli Libertowskiej, gdzie trzy gospodarstwa stoją niemal pośrodku rozległego rozlewiska. Pod wodą znajduje się również prowadząca do nich szosa. Można ją jednak pokonać strażackim starem, a do domów dojść w rybackich butach.

- Wszystkie domy mają bardzo wysokie piwnice i woda nie zagraża części mieszkalnej - wyjaśnia Marek Fiutak. - Zresztą nikogo nie możemy ewakuować na siłę.

Spore kłopoty mają właściciele gospodarstw czerpiących wodę ze studzien, które zostały zalane przez mętną falę powodziową.

- Na czystą wodę przyjdzie poczekać kilka dni - twierdzi Elżbieta Pasierb z Woli Libertowskiej.

Ulewne deszcze poczyniły spore szkody na gminnych drogach. Tylko na terenie gminy Pilica uszkodzona została nawierzchnia na 8 km szos. W czwartek wystarczyła 15-minutowa nawałnica, by kompletnie zalana została droga z Kleszczowej do Wierbki. Blokowało ją kilka stojących aut, które okoliczni mieszkańcy wydobywali z rozlewiska ciągnikami. Był wśród nich fiat uno, z którego po otwarciu drzwi wylała się woda.

Dopiero po opadnięciu wody będzie można oszacować całkowite straty w gminnej infrastrukturze i uprawach rolnych. Wielu gospodarzy jest jednak przekonanych, że przyjdzie im zaorać pola. Razem z falą powodziową na rozlewiska wypłynęły również ryby ze stawów hodowlanych.

- Rząd obiecał pomoc gminom dotkniętym powodzią oraz preferencyjne kredyty dla rolników. Liczymy na tą pomoc, zwłaszcza że większość gospodarstw na naszym terenie nie była ubezpieczona - mówi Eugeniusz Kapuśniak, wójt Żarnowca.

Do obu jurajski gmin telefonują organizatorzy zbiórek dla powodzian z prośbą o wskazanie miejsc wysyłki darów. Wstępny szacunek strat w sprzęcie sporządzają też strażacy. Walki z wodą nie wytrzymała m.in. jedna z motopomp.

[http://slaskie.naszemiasto.pl]

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Droga z Kleszczowej do Wierzbicy

 

 Samochód OSP Pilica

 

 Droga  w Sławniowie