Kazimierz Kwiecień

O Pilicy » Żyli wśród nas » Inni piliczanie » Kazimierz Kwiecień

Kazimierz Kwiecień urodził się w Kidowie 26 lutego 1875 r. jako syn Mikołaja i Marianny z domu Szota. Pisać i czytać nauczył się u księdza w Kidowie. W 1906 r. Ożenił się z Petronelą Szymczyk ze Sławniowa. Mieli 5 synów;Alfonsa, Fabjana, Alojzego, Krzysztofa i Antoniego oraz córkę Apolonię. Zmarł w Sławniowie 18 marca 1954r. Pochowany został na pilickim cmentarzu. Uprawiał rolę. Miał tokarnię. Lubił czytać i pisał wiersze. Prenumerował gazety, głównie katolickie, które przychodziły pocztą na adres W-ny Kazimierz Kwiecień, Pilica w Sławniowie. Do dzisiaj zachowało się kilka egzemplarzy tych gazet:

 

  • "Posiew. Pismo tygodniowe" wydawane w Warszawie, z 2 kwietnia 1908r.
  • "Dzwon Niedzielny", nr 28 z 10 lipca 1927r.
  • "Ilustrowany tygodnik katolicki" wydawany w Krakowie
  • "Rycerz Niepokalanej", nr 10 z października 1947 teresin
  • "Gość Świąteczny" z 7 marca 1926r.
  • "Przewodnik Katolicki" z 8 stycznia 1928
  • "Chłop Polski", nr 17 z 23 kwietnia 1909r. z wierszem "Smutna Dola", autorstwa Kazimierza Kwietnia, zamieszczonym na pierwszej stronie. Wiersz niewątpliwie nie jest szczytowym osiągnięciem poetyckim. O jego wartości świadczą jednak nie rymy a plastycznie przedstawiony obraz życia lokalnej społeczności wiejskiej.

 

 

Smutna prześladuje dola

Nie zaprzeczyć tego

Tych,co mają trochę pola

I żyć muszą z niego.


Żyją oni z trudem zgoła,

Chleba mają mało

Choć pracują w pocie czoła

Na nic się to zdało


O, bo przykra była zima,

W znaki im się dała,

Czy kto ziarno ma,czy nie ma,

Wiośnie przyjść nie dała.


Ledwie mrozy co ustały,

Już paszy brakuje

Śpichrz nieduży, zapas mały,

Wieśniak pustkę czuje.


By choć kwiecień był cieplejszy,

W łaskach litościwy,

Żeby słonko w dzień jaśniejszy

Blaskiem grzało niwy.


O, bo ciężka gniecie dola

Drobnych gospodarzy,

Kupić drogo, niema z pola,

O wiośnie człek marzy.


Niejeden myśli skąd grosza dobyć,

Gdy zima biedę ściele,

A że go nie mógł nigdy odłożyć,

Dziś sprzedać musi cielę.


Grosz przyszedł, idzie na kupno słomy,

Na ziarno, na trochę siana,

Ale że we wsi nieład widomy,

Na dwór się idzie-do pana.


Lecz gdyby spółki wieśniacy mieli,

Związki lub kółka rolne,

Gdzie dobrze kupić jużby wiedzieli

I myśli by mieli wolne.


I żyd pożycza,wie że się opłaci,

Bo procent dobry otrzyma.

Wie, że jednego grosza nie straci,

Bo kmieć nie zarwie, choć nie ma.


Przyjdzie, dostanie ziemniaków miarę,

Garniec pszenicy lub żyta,

To jako procent, weźmie na wiarę,

A kmieć zapomni i kwita.