2017. Kolejna wizyta na Podlasiu

Nie tylko Pilica » Wakacyjna opowieść » 2017. Kolejna wizyta na Podlasiu

Drugą wakacyjną bazą jest gospodarstwo Leśna Polana koło Olszowej Drogi leżącej na skraju Biebrzańskiego Parku Narodowego. Jesteśmy tutaj już trzeci raz. Marcel Proust powiedział: "Prawdziwa podróż odkrywcza nie polega na szukaniu nowych lądów, lecz na nowym spojrzeniu" Nic dodać. Nic ująć. Czas płynie tutaj inaczej. Okazuje się, że można żyć bez internetu i bez zasięgu w telefonie komórkowym. Można nawet polubić brak dostępu do spraw służbowych, które z powodzeniem zastępują cisza, spokój, natura i śpiew ptaków :) Rano, po kawie, spacer nad odległa o kilkaset metrów Biebrzę. Wieczorem zimne piwko w promieniach słońca zachodzącego nad rozlewiskami. Noc jest tak czarna, że końca własnej reki nie widać. Za to słychać jej niesamowite odgłosy. Na pewno powłóczymy się po dobrze znanych ścieżkach ale do poznania pozostało też mnóstwo ciekawych zakątków, w których jeszcze nie byliśmy. Zmieniła się nieco pogoda więc zmienił się sposób podróżowania. Jest o wiele stopni chłodniej. Jazda na rowerze i piesze spacery będą przyjemnością a przy okazji dokarmimy wygłodniałe komary :)

Dzień siódmy

Na rozgrzewkę robimy rowerową przejażdżkę wokół twierdzy Osowiec. Bez konkretnego celu jeżeli przemilczeć liczne „piknikowe” postoje na kawkę albo kulinarne co-nieco. Zbudowana pod koniec XIX wieku twierdza stanowiła główny węzeł oporu na zakładanej przez Rosjan linii uderzenia armii niemieckiej z Prus Wschodnich.

Nad Biebrzą w Leśnej Polanie

 

Dzień ósmy

Sośnia leży „o rzut beretem” od Leśnej Polany ale… po drugiej stronie Biebrzy a to oznacza długą wycieczkę przez Osowiec-Twierdzę. Według mapy jest tam szlak turystyczny biegnący nad rzekę. Idziemy. Poszukamy śladów mostu przez Biebrzę, który kiedyś tu stał.

W 2015 roku przy niskim stanie wody relikty mostu były widoczne

Po browarze i dwóch karczmach śladu pewnie nie ma więc zapasy zabieramy ze sobą. W 1701 roku przywilej na budowę mostu na drodze z Litwy i Podlasia na Mazowsze i Prusy, z prawem pobierania myta otrzymał podkanclerz litewski Stanisław Antoni Szczuka. Nabył w tym celu grunty po mazowieckiej stronie rzeki. Most był szeroki na 12 łokci, na dwa wozy furmańskie, długi na 1000 kroków. Pośrodku miał spatium do przechodzenia statków na pięć sążni o jednym wywodzie. Jedno z przęseł było więc rodzajem mostu zwodzonego. Budowa ruszyła w roku 1704 w miejscu, gdzie w roku 1702 wojska szwedzkie Karola XII zbudowały groblę i most. W roku 1705 ze względu na działania wojenne, budowę przerwano. Most był gotowy przed rokiem 1708. Kilka lat później most wymagał naprawy bo słupy po jednym boku w ziemie powłazili a pod drugim podnosili się. Szlachta na sejmie wiskim żądała wówczas likwidacji mostu na zgubę i zniszczenie na rzece postawiony. Most istniał do roku 1744. Przed wojną wieś liczyła 58 domów. Obecnie jest ich kilka. Ruszamy. Jest pierwszy znak na ścieżce i ... na tym koniec. Idziemy na czuja przez trawska i krzewy. Pół kilometra dalej w chaszczach zamajaczył drugi znak czyli dobrze jest. Po kilkuset metrach jest kolejny na początku ścieżki, która pięć metrów dalej kończy się w gęstych krzakach. Obchodzimy dookoła wyspę chaszczy i idziemy dalej. Jest pięknie. Słonko grzeje. Zielsko pachnie. Ptaki śpiewają… Na łące sporo jest głębokich dołów o nieznanym przeznaczeniu. Mogiły naszych poprzedników wygrzebanych w zimie przez wygłodniałe wilki? Śladów grobli nie widać, skrzydlata kawaleria nakarmiona... zawracamy.

 

 

Ciekawą historię z Sośni przytacza Zygmunt Gloger w „Dolinami rzek”:

O pół mili poniżej Osowca, leży wieś Sośnia na lewym brzegu Biebrzy, oddalona od tej rzeki około tysiąc kroków. Pomiędzy wioską a Biebrzą, pośród łąk i moczarów, znajduje się piaszczysta wyspa, kilkanaście morgów rozległa, nazwana przez lud okoliczny „Szwedzkim mostem". Miano to pochodzi naturalnie z czasów wojen szwedzkich, kiedy Szwedzi, idąc z Prus książęcych w głąb Polski, przeprawiali się tutaj z Mazowsza na Podlasie, tj. z ziemi wiskiej do bielskiej. Biebrza na całej długości trudna do przeprawy, bo mająca od swych źródeł do Goniądza brzeg prawy, a od okolicy Goniądza do połączenia z Narwią brzeg lewy bagnistay, posiada tylko pomiędzy Goniądzem i Sosnią obydwa brzegi dość przystępne, tworząc zatem przesmyk najdogodniejszy dla dróg, mostów i działań militarnych. I to właśnie wyjątkowe położenie stało się powodem, dla którego tu Szwedzi most zbudowali, a we dwa wieki potem kolej brzesko-grajewska tędy przeprowadzona, a następnie, przy stacji Goniadz, twierdza Osowiecka na obu brzegach Biebrzy zbudowana w tej okolicy została. Od wsi Sośni do owej wyspy piaszczystej wśród błot, istnieje dotąd ślad sypanej w czasach dawnych grobli, ale od stron) Biebrzy do tej wyspy nie ma już grobli ani śladu. Podjechawszy więc wodą, o ile można było najbliżej, musieliśmy przebrnąć przez kilka bardzo grząskich i gęsto zarosłych śladów łożysk i wyciągając z błota jedni drugich lub brodząc przez odnogi rzeczne, dotarliśmy nareszcie do celu, który wynagrodził nam sowicie nasze trudy i przeszedł wszelkie oczekiwania. Kilkunastubowiem morgowa powierzchnia lotnych pisków tak była gęsto zasiana nałupanym w starozytności krzemieniem, że pod blaskiem promieni słonecznych lśniła się jakby szkłem posypana. takiej obfitości okrzosków, powstałych przy obrabianiu narzędzi krzemiennych w starożytności, nie spotkałem jeszcze nigdy, choć już w ciągu lat kilkunastu kilkaset tak zwanych stacji krzemiennych na przestrzeni od Karpat do Dżwiny wyszukałem. Widocznie miejscowość ta posiadała dla bytu i potrzeb pierwotnych mieszkańców warunki pierwszorzędne i musiała być w starożytności najznaczniejszą i najludniejszą w dolinie Biebrzy, osadą ponieważ każdy silniejszy wiatr rozwiewa z tej wyspy tumany lotnego piasku na łąki i błota okoliczne, a w zamian nic z błot nie nawiewa, należy przeto przypuszczać, że osada w czasach przedhistorycznych pod względem topograficznym miała postać wzgórza, które w ciągu wieków znacznie się zaniżyło. Krzemień tylko, jako znacznie cięższy, lubo także w późniejszych czasach użytku broni skałkowej, mógł być zabrany stąd na skałki do strzelb. Pod wrażeniem pomyślnego odkrycia tak bogatej w zabytki krzemienne miejscowości, jeden z młodych towarzyszów naszej wycieczki rzekł do wieśniaka, który przyszedł z wioski i przyglądał się ciekawie naszym poszukiwaniom: „Albo wy wiecie, moi ludzie, jakie tu macie skarby na tych waszych piaskach!". Chłopek, usłyszawszy to, podążył cożywo do wsi z wiadomością o „skarbach" poruszył i zaniepokoił całą gromadę. Po chwili ujrzeliśmy kilkunastu ludzi, postępujących poważnie ku nam, z wolna, od strony Sośni. Idący na ich czele sołtys, chłop wysoki i barczysty, typ Mazura o płowych włosach, niebieskich oczach i trochę orlim nosie, miał na piersi zawieszoną u guzika, na sznurku owalną blachę, jako urzędową oznakę swojej godności. Kilku innych zaopatrzyło się w kije, których jednak widocznie wstydzili się, bo postępowali z tyłu. Kiedy ludzie ci podeszli do nas, wystąpił sołtys i oznajmił tonem przyzwoitym, ale stanowczym, że ponieważ nic pytaliśmy się gromady, czy nam pozwoli zbierać krzemienie na swych gruntach, więc gromada zabrania tego obecnie. Próbowaliśmy objaśniać wieśniaków, że te krzemienie nie posiadają dla nikogo wartości pieniężnej, że były tylko naszczepane w bardzo dawnych czasach, kiedy jeszcze kruszców nie znano, a zbieramy je przez prostą ciekawość i jako pamiątkę pracy ludzkiej z najdawniejszych czasów. Chłopi logicznie odpowiedzieli nam na to, że jako ludzie prości, nieposiadający nauki, nie mogą wiedzieć, co dla kogo ma jaką wartość, ale to rozumieją, że po przedmioty bez wartości nikt by z daleka nie przybywał i przez takie bagna nie brodził. „Wiadomo — odezwał się jeden z nich — że teraz ludzie na świecie umieją z każdej rzeczy grosz ciągnąć, stare szmaty przerabiają na sturublówki, a któż wie, do czego i krzemienie się im nie przydadzą? Tem bardziej, że dziadek podróżny, który przyszedł po zebranym chlebie z Osówca do Sośni, opowiadał przed chwilą, że dwie baby tamtejsze zarobiły od jakichś panów za kosz krzemieni więcej, niż przez cały tydzień zbierając po lesie »babie uszy«". Chłopi czekali cierpliwie, aż opuścimy ich piaski, nie chcieli dozwolić zbierania krzemieni za ofiarowane im pieniądze i tylko przez wrodzoną słowiańskiej naturze gościnność, nie żądali oddania nazbieranych krzemieni, napełniających wszystkie nasze kieszenie i koszyki. Dopiero przebrnąwszy, obciążeni łupem, jak ludzie przedhistoryczni, przez te same grząskie oczerety i brody, poczęliśmy w naszej łodzi, jako w miejscu bezpiecznym od napaści, rozpatrywać, podziwiać i porządkować naszą obfitą zdobycz. Składała się ona z licznych ułamków narzędzi krzemiennych, kilkuset nożyków i tysiąca pospolitych okrzosków, czyli szczader krzemiennych, także kilkunastu strzałek o kształtach bardzo rzadko, na zachodzie Europy, z tak zwanych nukleusów, czyli rdzeni zużytych brył krzemiennych itd.O pół mili poniżej Osowca, leży wieś Sośnia na lewym brzegu Biebrzy, oddalona od tej rzeki około tysiąc kroków. Pomiędzy wioską a Biebrzą, pośród łąk i moczarów, znajduje się piaszczysta wyspa, kilkanaście morgów rozległa, nazwana przez lud okoliczny „Szwedzkim mostem". Miano to pochodzi naturalnie z czasów wojen szwedzkich, kiedy Szwedzi, idąc z Prus książęcych w głąb Polski, przeprawiali się tutaj z Mazowsza na Podlasie, tj. z ziemi wiskiej do bielskiej. Biebrza na całej długości trudna do przeprawy, bo mająca od swych źródeł do Goniądza brzeg prawy, a od okolicy Goniądza do połączenia z Narwią brzeg lewy bagnistay, posiada tylko pomiędzy Goniądzem i Sosnią obydwa brzegi dość przystępne, tworząc zatem przesmyk najdogodniejszy dla dróg, mostów i działań militarnych. I to właśnie wyjątkowe położenie stało się powodem, dla którego tu Szwedzi most zbudowali, a we dwa wieki potem kolej brzesko-grajewska tędy przeprowadzona, a następnie, przy stacji Goniadz, twierdza Osowiecka na obu brzegach Biebrzy zbudowana w tej okolicy została. Od wsi Sośni do owej wyspy piaszczystej wśród błot, istnieje dotąd ślad sypanej w czasach dawnych grobli, ale od stron) Biebrzy do tej wyspy nie ma już grobli ani śladu. Podjechawszy więc wodą, o ile można było najbliżej, musieliśmy przebrnąć przez kilka bardzo grząskich i gęsto zarosłych śladów łożysk i wyciągając z błota jedni drugich lub brodząc przez odnogi rzeczne, dotarliśmy nareszcie do celu, który wynagrodził nam sowicie nasze trudy i przeszedł wszelkie oczekiwania. Kilkunastubowiem morgowa powierzchnia lotnych pisków tak była gęsto zasiana nałupanym w starozytności krzemieniem, że pod blaskiem promieni słonecznych lśniła się jakby szkłem posypana. takiej obfitości okrzosków, powstałych przy obrabianiu narzędzi krzemiennych w starożytności, nie spotkałem jeszcze nigdy, choć już w ciągu lat kilkunastu kilkaset tak zwanych stacji krzemiennych na przestrzeni od Karpat do Dżwiny wyszukałem. Widocznie miejscowość ta posiadała dla bytu i potrzeb pierwotnych mieszkańców warunki pierwszorzędne i musiała być w starożytności najznaczniejszą i najludniejszą w dolinie Biebrzy, osadą ponieważ każdy silniejszy wiatr rozwiewa z tej wyspy tumany lotnego piasku na łąki i błota okoliczne, a w zamian nic z błot nie nawiewa, należy przeto przypuszczać, że osada w czasach przedhistorycznych pod względem topograficznym miała postać wzgórza, które w ciągu wieków znacznie się zaniżyło. Krzemień tylko, jako znacznie cięższy, lubo także w późniejszych czasach użytku broni skałkowej, mógł być zabrany stąd na skałki do strzelb. Pod wrażeniem pomyślnego odkrycia tak bogatej w zabytki krzemienne miejscowości, jeden z młodych towarzyszów naszej wycieczki rzekł do wieśniaka, który przyszedł z wioski i przyglądał się ciekawie naszym poszukiwaniom: „Albo wy wiecie, moi ludzie, jakie tu macie skarby na tych waszych piaskach!". Chłopek, usłyszawszy to, podążył cożywo do wsi z wiadomością o „skarbach" poruszył i zaniepokoił całą gromadę. Po chwili ujrzeliśmy kilkunastu ludzi, postępujących poważnie ku nam, z wolna, od strony Sośni. Idący na ich czele sołtys, chłop wysoki i barczysty, typ Mazura o płowych włosach, niebieskich oczach i trochę orlim nosie, miał na piersi zawieszoną u guzika, na sznurku owalną blachę, jako urzędową oznakę swojej godności. Kilku innych zaopatrzyło się w kije, których jednak widocznie wstydzili się, bo postępowali z tyłu. Kiedy ludzie ci podeszli do nas, wystąpił sołtys i oznajmił tonem przyzwoitym, ale stanowczym, że ponieważ nic pytaliśmy się gromady, czy nam pozwoli zbierać krzemienie na swych gruntach, więc gromada zabrania tego obecnie. Próbowaliśmy objaśniać wieśniaków, że te krzemienie nie posiadają dla nikogo wartości pieniężnej, że były tylko naszczepane w bardzo dawnych czasach, kiedy jeszcze kruszców nie znano, a zbieramy je przez prostą ciekawość i jako pamiątkę pracy ludzkiej z najdawniejszych czasów. Chłopi logicznie odpowiedzieli nam na to, że jako ludzie prości, nieposiadający nauki, nie mogą wiedzieć, co dla kogo ma jaką wartość, ale to rozumieją, że po przedmioty bez wartości nikt by z daleka nie przybywał i przez takie bagna nie brodził. „Wiadomo — odezwał się jeden z nich — że teraz ludzie na świecie umieją z każdej rzeczy grosz ciągnąć, stare szmaty przerabiają na sturublówki, a któż wie, do czego i krzemienie się im nie przydadzą? Tem bardziej, że dziadek podróżny, który przyszedł po zebranym chlebie z Osówca do Sośni, opowiadał przed chwilą, że dwie baby tamtejsze zarobiły od jakichś panów za kosz krzemieni więcej, niż przez cały tydzień zbierając po lesie »babie uszy«". Chłopi czekali cierpliwie, aż opuścimy ich piaski, nie chcieli dozwolić zbierania krzemieni za ofiarowane im pieniądze i tylko przez wrodzoną słowiańskiej naturze gościnność, nie żądali oddania nazbieranych krzemieni, napełniających wszystkie nasze kieszenie i koszyki. Dopiero przebrnąwszy, obciążeni łupem, jak ludzie przedhistoryczni, przez te same grząskie oczerety i brody, poczęliśmy w naszej łodzi, jako w miejscu bezpiecznym od napaści, rozpatrywać, podziwiać i porządkować naszą obfitą zdobycz. Składała się ona z licznych ułamków narzędzi krzemiennych, kilkuset nożyków i tysiąca pospolitych okrzosków, czyli szczader krzemiennych, także kilkunastu strzałek o kształtach bardzo rzadko, na zachodzie Europy, z tak zwanych nukleusów, czyli rdzeni zużytych brył krzemiennych itd.

Wieczorem przekonamy się o tym na własne oczy. Na razie wracamy do Leśniej Polany i wybieramy się na wieczorny spacer po Forcie IV.

 

Jeszcze wieczorny spacer nad Biebrzę w towarzystwie podlaskiej Mamby...

A wieczorem nasz gospodarz, pan Edward, niegdyś szef nadleśnictwa Knyszyn, zrobił nam nieplanowaną Noc Muzeów pokazując nam zalążek mini-muzeum leśnictwa, które w wolnym czasie przygotowuje. Wśród eksponatów były krzemienne odłupki znalezione w okolicy.

przekrój przez dziuplę dzięcioła czarnego

Narzędzia krzemienne

Pozostałość po piecu szklarskim

Budki lęgowe

Lejek miejscowego bimbrownika wykonany z radzieckiego hełmu

Gniazdo szerszeni

Wyposażenie poleskich kłusowników...

Przyrząd do pomiaru wysokości drzew

Czaszka bobra

 Dzień dziewiąty

Cel wycieczki został wybrany na podstawie mapy i przewodników. Zobaczymy co z tego wyjdzie. To trasa w okolicach leśniczówki Trzyrzeczki w północnej części Biebrzańskiego Parku Narodowego. Jedziemy przez Suchowolę.  Nie spędzamy wakacji w jakiś opłotkach. Można spokojnie polansować się na Facebooku i niech się schowają Chorwacje i Madery. Jesteśmy w sercu Europy i są na to kwity! W roku 1775 astrolog i kartograf królewski Szymon Antoni Sobierajski wyznaczył środek Europy. Przeprowadził linie proste łączące najbardziej odległe punkty Europy. Przecięły się w Suchowoli. W Parku Miejskim stoi w tym miejscu głaz narzutowy z łacińskim napisem.

To nie jedyny „Środek Europy”. Problem z jego wyznaczeniem powodują: kontrowersyjny przebieg granicy Europa-Azja; kwestia przynależności do Europy Islandii, Azorów i Madery, będących wyspami oceanicznymi; uwzględnienie lub nie Svalbardu i arktycznych wysp Rosji -Nowej Ziemi i Ziemi Franciszka Józefa, które leżą na szelfie kontynentalnym Europy. Można też poszukać środka masy figury geometrycznej, którą tworzy Europa. Według Ukraińców geograficzne centrum Europy znajduje się na Zakarpaciu, w miejscowości Diłowe, w rejonie Rachowskim, niedaleko granicy z Rumunią. Stoi tam stelaż ze znakiem geodezyjnym i łacińskim napisem: "Stałe, dokładne, wieczne miejsce. Centrum Europy ustanowiony w 1887 r., Miejsce zostało zmierzone bardzo dokładnie za pomocą specjalnego aparatu ze skalą meridianów i równoległych zbudowanego w Austro-Węgrzech".Według obliczeń dokonanych w 1989 roku przez Jean-George'a Affholdera z francuskiego Narodowego Instytutu Geografii środek Europy znajduje się w Purnuškės, 20 km na północ od Wilna , co Litwini uczcili specjalnym parkiem. Na przylądku Kolka na Łotwie znajduje się miejsce, które mają wyznaczać cięciwy łączące skrajne punkty Europy. Kiedy Aleksander Łukaszenka zażądał aby Połock każdego roku odwiedziło co najmniej 3 miliony turystów, urzędnicy wymyślili, że ich miasto na pewno leży w geograficznym centrum Europy. Z pomocą przyszli naukowcy białoruscy i twierdzenia urzędników wsparli wyliczeniami a wkrótce ich wyliczenia poparli naukowcy rosyjscy. Nie obędzie się bez odsłonięcia stosownego obelisku. Są zwolennicy teorii, że środek Europy znajduje się w Krakowie, na Wawelu, a dokładnie w miejscu gdzie jest niedostępna dla zwiedzających kaplica św. Gereona. Tam też podobno znajduje się czakram wawelski, jeden z ośmiu rozrzuconych po świecie kamieni o niezwykłych właściwościach. Urodzony w Nowym Targu Stanisław Mucha wyreżyserował niemiecki film „Die Mitte”, który przedstawia poszukiwania geograficznego środka Europy. Reżyser przyznał, że podczas gromadzenia dokumentacji do filmu przestał liczyć miasta, które według opinii „miejscowych najstarszych górali” leżały w centrum Europy, gdy ich liczba przekroczyła sto pięćdziesiąt. Ostatecznie w filmie pojawiło się tylko 12 miejscowości. Geometryczny środek Polski znajduje się w Piątku w województwie łódzkim.

Wybudowany w 1885 r. kościół pod wezwaniem Św. Apostołów Piotra i Pawła, w którym znajdują się relikwie bł. ks. Jerzego Popiełuszki.

Łuk z Krzyżem Papieskim był częścią ołtarza wybudowanego w 1991 r. z okazji pobytu Jana Pawła II w Białymstoku podczas IV Pielgrzymki.

Od 1776 roku mieszkają w Suchowoli polscy Tatarzy

W Trzyrzeczkach miało być militarnie. Miał być leśny spacer do bunkrów. I było militarnie -była walka ze skrzydlatą „kawalerią powietrzną”, w której, nie bacząc na konwencje międzynarodowe, zastosowaliśmy broń chemiczną. 1:0 dla nas. Przeciwnik pałał jednak nieukrywana żądzą zemsty więc na wszelki wypadek wróciliśmy okrężną drogą przez Nową Kamienną, z dala od wszelkich chaszczy.

 

 

Moje początki połykania historycznego bakcyla łączą się z lekturą „Skąd przychodzimy” Stefana Bratkowskiego. Wtedy poznałem postać hrabiego Karola Brzostowskiego. Nadszedł czas na wizytę w jego włościach, która została zredukowana do symbolicznego spaceru po Sztabinie. W 1815 roku młody Karol próbował uporządkować sprawy zadłużenia po rodzicach. Zniechęcony zawikłanymi pretensjami wierzycieli wstąpił do wojska Królestwa Polskiego i służył do 1818 roku kiedy złożył dymisję ze względów zdrowotnych. Podczas służby poznał tajniki inżynierii wojskowej. Po wyjściu z wojska w randze kapitana, zajął się ponownie sprawami majątkowymi. objął rodzinne „włości” pozostawione w stanie katastrofalnym. Sprzedał część majątku i skupił się na postawieniu na nogi dóbr na Podlasiu. Jego siedzibą stał się Cisów. W 1818 roku wystawił piec do wytapiania rudy łąkowej wydobywanej z bagien nad Biebrzą. W 1819 buduje hutę szkła i sprowadza do niej majstra z Olsztyna z piętnastoma niemieckimi rzemieślnikami. Hala produkcyjna miała ponad pięćset m2. Nowatorskie na tym terenie piece szklarskie zbudowane były z żelaza wyłożonego wewnątrz warstwą ogniotrwałą. Majster zawiódł więc Brzostowski kilka miesięcy uczy się fachu z podręczników i stanął na czele przedsiębiorstwa. W roku 1824, kiedy podjęto budowę Kanału Augustowskiego, otrzymał konsensus na założenie giserni czyli odlewni żelaza. W 1825 buduje wielki piec, dla którego skonstruował prymitywną maszynę parową. Zaczął produkcję odlewów żeliwnych, znowu ucząc się fachu ze sprowadzonych podręczników. Po kilku miesiącach zbudował większy piec. Z czasem zakład objął również tokarnię, formiernię, zakład stolarski, kotlarnię i kuźnię. Rok później na dostawach armatury dla budowy kanału, zarobił 10 000 rubli, którymi opłacił zaległości. W 1830 stanął nowy wielki piec. Wyroby żelazne produkował w Osinkach, które z czasem przyjęły nazwę Sztabin i w Hucie. Brzostowski brał udział w bitwie pod Ostrołęką, gdzie został ciężko ranny. Odznaczono go Złotym Krzyżem Virtuti Militari. Pomimo tego, po złożeniu kilka miesięcy później, przysięgi na wierność carowi Brzostowski pozostaje w dobrach sztabińskich. Pogłębia wiedzę za granicą i w 1837 roku, konstruuje nową maszynę o mocy 20 KM. Obok odlewni powstają zakłady produkcji maszyn i narzędzi rolniczych, które słynęły z jakości w całej carskiej Rosji. Zakład dysponował czterema tysiącami drewnianych modeli różnych wyrobów, od części maszyn aż po figurki rodziny carskiej. Budowano w nich: aparat do mechanicznego dojenia krów, maszynki do bicia masła, maszynki do obierania ziemniaków, kilka typów młocarń „angielskich”, sieczkarnie jedno lub dwunożowe systemu Lestera, siewniki do zboża i warzyw, koparki do ziemniaków, kosiarki do liści buraczanych, kieraty, młynki do czyszczenia zboża, maszyny do mechanicznego obierania i płukania ziemniaków, maszyny do drenowania gruntów, do mieszania ciasta chlebowego, olejarnie, sikawki przeciwpożarowe, windy do wciągania ciężarów, wozy i sanie chłopskie, pługi, kultywatory, opielacze do ziemniaków, brony i zegary słoneczne i ścienne. Jedna z sieczkarni z zakładów Brzostowskiego pracowała jeszcze w 1955 roku. Części śluz kanałowych dotrwały do dnia dzisiejszego w dobrej formie. Działały również: browar, fabryka wódek gatunkowych, gorzelnia, cegielnia, garbarnia oraz tartak. W roku 1851, na podstawie wiedzy zdobytej w Anglii, zbudował pierwszy w Polsce telegraf między Hutą Sztabińską a Cisowem. Karol Brzostowski w swych dobrach zniósł pańszczyznę i zastąpił ją czynszem. Obdarzył chłopów wolnością osobistą „Uwalniam was od wszelkiej przymusowej roboty, bo wszelka przymusowa robota poniża człowieka, zamienia go w bydlę, wystawia go na tysiączne pokrzywdzenia, tamuje jego moralne dźwiganie się”. Pod rygorem utraty dzierżawy wprowadził płodozmian zaledwie na jednej czwartej gruntów stosowano starą trójpolówkę. Część czynszu należało spłacać w ziemniakach. Ustanowił rady wiejskie gdzie chłopi sami sobie wymierzali kary za przestępstwa pospolite czy pijaństwo i współdecydowali o swoich sprawach. Wprowadził własny kodeks karny i ludność okoliczna była surowo karana za wszelkie przestępstwa. Uruchomił kasę oszczędnościową i pożyczkową dla okolicznej ludności. Zatrudnił nauczycieli i kazał uczyć chłopów czytać i pisać. W wprowadził nowoczesną buchalterię, zwaną wówczas „włoską”. Z każdego zakładu wpływały codziennie do kancelarii raporty. W każdym dniu było wiadomo: kto, ile zrobił i ile towaru sprzedano. Każdy pracownik miał swe konto w buchalterii i swoją książeczkę rachunkową. W Sztabinie nad Biebrzą zbudował przystań dla berlinek, którymi swoje wyroby wysyłał Biebrzą do Łomży i Ostrołęki. W grudniu 1853 roku wyjechał do Francji w celu przeprowadzenia kuracji serca. Umarł w Paryżu 25 lipca 1854 roku. Pochowany został na cmentarzu Montmorency. Wspaniała zapomniana postać.

Popiersie Brzostowskiego w Sztabinie

Jedziemy przez Jaminy. W 1755 roku z fundacji Sapiehów stanął tu pierwszy, drewniany kościół. W 1871 roku na wzgórz kościelnym założony został cmentarz, który dzisiaj zajmuje około 2,5 hektara. Kościół spłonął w 1789 roku. Wniesiono wówczas prowizoryczną kaplicę. W 1845 roku stanął w Augustowie pierwszy murowany kościół wybudowany obok starej drewnianej świątyni, którą w 1849 r. rozebrano i przewieziono do Jamin. Stoi ona tutaj do dzisiaj jako kościół parafialny pw. św. Mateusza. W 1881 roku całość terenu ogrodzono murem z polnych kamieni.

Kościół w Jaminach

Kolejny przystanek to śluza Dębowo. To pierwsza z osiemnastu śluz na kanale Augustowskim, licząc od strony Biebrzy. Niweluje różnicę poziomów 2,07 m. Została wybudowana w latach 1826 – 1827 pod kierunkiem podporucznika inżyniera Michała Przyrembla. Napęd ma ręczny, a wrota drewniane. W 1946 roku została odbudowana ze zniszczeń wojennych. Jest to jedyna zabytkowa śluza na południowym odcinku kanału. W jej sąsiedztwie znajduje się jaz zastawkowy oraz upust młyński. Od śluzy biegnie krótki Kanał Cichy, który prowadzi do Biebrzy. Nadmiar wód do Biebrzy odprowadza znajdująca się niżej Kopytówka.

Biebrza widziana ze śluzy

Po drodze obserwujemy biegnaca po lewej Biebrzę, której poziom siega niemal poziomu jezdni. Po prawej mamy świecące wodą „pola ryżowe”. Skąd tu tyle wody w tak upalne lato? Nieważne skąd. Ważne, że dojechaliśmy do miejsca gdzie droga znalazła się po wodą a tego co pod nią i co dalej nie było widać. Odtrąbiliśmy odwrót i wycieczka nieźle się przedłużyła...

 

dzień dziesiąty

W ubiegłym roku postanowiliśmy powtórzyć przy lepszej pogodzie spacer kładką w Waniewie w narwiańskim Parku Narodowym. Przyszedł czas na realizacje tego pomysłu bo czego jak czego ale pogody nie ma prawa w tym roku zabraknąć. Trochę się w tej materii pomyliliśmy :)

Po drodze ptaki pchały się przed obiektyw

 

Z Waniewa jedziemy o Suraża. Postój w Płonce Kościelnej nie był planowany. Po prostu ciekawa budowla rzuciła się w oczy więc przystanęliśmy. W 1673 r. 18-letnia Katarzyna Roszkowka dwukrotnie miała mieć widzenia matki Bożej, która ukazała się jej 5 sierpnia, w dniu Matki Bożej Śnieżnej a potem 14 września, w dniu Podwyższenia Krzyża Świętego, jako „Piękna Pani w śnieżnobiałej sukni”, która w jednej ręce trzymała krzyż, a w drugiej Biblię i nawoływała do poszanowania dni świętych. Prosiła przy tym: „Wielką cześć miejcie dla mojego obrazu w tym kościele”. W kościele znajdował się obraz autorstwa Teodora Łosickiego, który miejscowy parafianin, Bartłomiej Roszkowski, w 1658 roku ofiarował kościołowi. Od tego czasu przy obrazie zaczęto dostrzegać nocami „niezwykłą jasność”, której towarzyszyło bicie dzwonów, a od ołtarza odczuwano niezwykłą woń Do Płonki zaczęli przybywać wierni z różnych stron Polski. Notowano liczne uzdrowienia. W 1678 r. poświęcono w Płonce nowy, drewniany kościół p.w. św. Michała Archanioła. W następnym roku bp. łucki Stanisław Dąmbski zezwolił na publiczny kult tutejszego obrazu Matki Bożej. Zachowane w archiwum kościelnym protokoły z lat 1673-1785 wymieniają 915 przypadków uzdrowień, głównie oczu, nóg i rąk. Według tradycji w Płonce modlił się przez wyprawą wiedeńską król Jan III Sobieski, który ponoć zostawił tu, jako wotum, krzyż, do dziś pokazywany w kościele. Drewniany kościół niszczał. W 1905 r. rozpoczęto prace nad kościołem murowanym, który poświęcono w 1913. W 1944 r. niemieckie wojska wysadziły wieże kościelne. Zawaleniu uległ dach i cała przednia część kościoła. Kaplicą Matki Bożej przetrwała. Odbudowa i odnowa trwały do lata 80-tych XX w. 15.08.1990 r. Matka Boża Płonkowska została rekoronowana po kradzieży dokonanej rok wcześniej.

 

Docieramy do Suraża, który na liście miast w Polsce, ułożonej według ilości mieszkańców, jest na podium:

1. Wyśmierzyce (mazowieckie) 921 mieszkańców

2. Działoszyce świętokrzyskie 964 mieszkańców

3. Suraż (podlaskie) 1009 mieszkańców

Największa pod tym względem wieś -Kozy, w śląskim- ma 12 744 mieszkańców. Największa powierzchnię wśród wsi ma Zawoja (6560 mieszkańców) a najdłuższą jest Ochotnica licząca 25 km (5500 mieszkańców)

Miasto ominęła budowa w 1862 Kolei Warszawsko-Petersburskiej, która poszła przez pobliskie Łapy.

Łapy

Dzięki temu zachował się układ miejski z XV wieku z dwoma rynkami i drewniana zabudowa, która, przez lata wytykana palcem, staje się dzisiaj motorem rozwoju. Gmina Suraż to królestwo Konopielki. Niedaleko stąd urodził się Redliński, autor powieści o tym tytule. Gdzieś w pobliżu leżały powieściowe Taplary, z których widać było wieżę suraskiego kościoła. Dzisiaj lokalne władze promują Szlak Konopielki prowadzący przez; Kowale, Suraż, Zawyki, Doktorce, Lesznię, Zimnochy, Rynki, Średzińskie, Zawyki Fermę do Suraż prezentując zabytkowe zagrody z XIX w, świątynie, kapliczki, muzea i miejsca archeologiczne.

Jest kategoria, w której Suraż bezapelacyjnie wygrywa w Polsce. To... ilość mieszkańców przypadająca na jedno muzeum. Jest ich tutaj cztery (Muzeum Archeologiczno-Etnograficzne, Muzeum Dziedzictwa Pokoleń, Muzeum Kapliczek i Osada Wczesnosłowiańska Nawia) czyli jedno na dwieście pięćdziesiąt mieszkańców. W Krakowie musiało by ich być ponad trzy tysiące aby Suraż zdetronizować :)

Ciekawostka: Z Suraża pochodził Antoni Jabłoński – żołnierz Wojska Polskiego, który w maju 1945 roku zatknął polski sztandar na Kolumnie Zwycięstwa w Berlinie.

W Muzeum Kapliczek

 

Śladami Konopielki >>>

dzień jedenasty

Wczorajsze kaprysy pogody to nie przypadek. Leje! Koło południa przejaśnia się. Co by tu wymyślić?

A może byśmy tak najmilsza

wpadli na dzień do… Augustowa?

Na dzień nie bardzo ale na parę godzin jest szansa :)

 

dzień dwunasty

Wróciła piękna pogoda. Temperatura jest rozsądna więc ruszamy pokręcić się na rowerach wokół Goniądza.

 

 

dzień trzynasty

Powoli wakacje dobiegają końca. Warto więc na zapas „napatrzeć się na zielone”. Pomysł jest prosty- arboretum Kopna Góra czyli Ogród Dendrologiczny im. Powstańców z 1863, który poznaliśmy już w ubiegłym roku.

 

 

Toi-toie nie muszą udawać Smerfów :)

Z Kopnej Góry jedziemy do silvarium w Poczopku. Piękne miejsce, pełne ciekawostek.

Ścieżka Tropinka ze śladami zwierząt

Aleja Megalitów

Ładowanie energii w kręgu. Nawet telefon się naładował ;)

Jeden z kilku zegarów słonecznych

... i kolejny...

... i jeszcze jeden.

 

dzień czternasty

Odwiedzamy Białystok, w którym trwa kiermasz, na którym prezentowali sie twórcy ludowi i producenci smakołyków z Podlasia, Białorusi. Litwy i Ukrainy. Było kolorowo i smacznie. Musicie uwierzyć na słowo bo zapomniałem naładować aparat :(

Dwa tygodnie przeleciały niczym Pendolino. Poznaliśmy nowe miejsca i odwiedziliśmy znane. Wracamy za rok!

 

 

 

 

CZĘŚĆ PIERWSZA >>>

<<< POPRZEDNIE LATA